Koncerny technologiczne wspierają Kamalę Harris, ale Donald Trump może liczyć na Muska i Thiela.
25,3 proc. głosów na Donalda Trumpa, 72,6 proc. na Joego Bidena – tak wyglądały końcowe wyniki wyborów prezydenckich w 2020 r. w hrabstwie Santa Clara w Kalifornii, gdzie znajduje się Dolina Krzemowa. Dla republikanina to nie był najgorszy wynik w porównaniu z innymi aglomeracjami; w takim Waszyngtonie uzyskał zaledwie 5,4 proc. głosów. Nie jest więc tak, że w rejonie Zatoki San Francisco trumpiści są nieobecni. Co więcej, przybierają na sile i w tegorocznym cyklu wyborczym mogą liczyć na wyjątkowe wsparcie.
Na pierwszy plan wysuwa się tu postać Elona Muska, stojącego na czele Tesli oraz SpaceX drugiego najbogatszego człowieka na świecie. Kilkanaście lat temu pochodzący z Południowej Afryki miliarder dywersyfikował swoje wsparcie finansowe, wpłacając niezbyt wielkie kwoty zarówno na kampanijne fundusze demokratów, jak i republikanów. W ostatnich latach obserwujemy jego konserwatywny skręt. W 2020 r. publicznie poparł Trumpa, a w jednym z wywiadów stwierdził, że jego poglądy gospodarcze są bardziej prawicowe. Nawoływał do „zażycia czerwonej pigułki”, co prawicowe grupy używają jako metafory przejścia na ich światopogląd.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.