Przez lata prezydentury Trumpa i Bidena Biały Dom utracił wiele ze swojego majestatu

Biały Dom
shutterstock
25 lipca 2024

Gdy o ósmej rano 20 stycznia 2021 r. Donald Trump na pokładzie śmigłowca Marine One opuścił Biały Dom, wielu obserwatorów odetchnęło z ulgą: wcześniej nie było to wcale tak pewne. Po wyborczej porażce ostatnie tygodnie jego prezydentury były skokiem w szaleństwo. 

Republikanin zaprzeczał rzeczywistości, odciął się od doradców, postawił na ludzi ekscentrycznych czy wręcz dziwacznych. Jak ściągnięta nagle i nie wiadomo skąd prawniczka Sidney Powell, która przekonywała, że maszyny do głosowania zaprogramowano w Wenezueli, co miało pozwolić Joemu Bidenowi na sfałszowanie wyborów. Czy gotowy do każdego kłamstwa i każdej straceńczej misji Rudy Giuliani, w kontekście wyborów wzywający sprzed Białego Domu tłum do „rozstrzygnięcia przez walkę”.

Było bardziej strasznie niż śmiesznie. Na ulicach Waszyngtonu, miasta o powierzchni mniejszej niż Świnoujście, 20 stycznia było rozlokowane nawet 30 tys. uzbrojonych po zęby wojskowych. Dwa tygodnie wcześniej Trump próbował powstrzymać zatwierdzenie wyniku wyborów prezydenckich w Kongresie. Szturm na Kapitol skończył się pięcioma ofiarami śmiertelnymi, kongresmeni chowali się pod pulpitami, a człowiek bizon stanął za mównicą. Działo się to dlatego, że prezydent odmówił uznania wyborczej porażki, twierdząc, że doszło do szeroko zakrojonego oszustwa, choć nie umiał przedstawić na to jakichkolwiek dowodów. Feralnego 6 stycznia przez cztery godziny milczał, oglądając głównie telewizję. Szczęśliwie odpuścił i wbrew obawom demokratów władzę oddał pokojowo, choć nie pojawił się na zaprzysiężeniu następcy, co było pierwszym takim przypadkiem od 1869 r.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.