Stary Kontynent, który już i tak zmaga się z nierówną konkurencją, znajdzie się pod jeszcze większą presją ze strony Pekinu. To skutek nowych opłat na chiński import nałożonych przez Waszyngton.

– Ograniczony dostęp na rynek amerykański będzie zmuszał chińskich wytwórców do zmiany kierunków dostaw i to właśnie Unia Europejska będzie dla nich naturalną alternatywą – mówi dr inż. Jarosław Szlugaj z Pracowni Polityki Surowcowej Instytutu Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią PAN w Krakowie. Na ryzyko przekierowania części chińskiego eksportu z rynku amerykańskiego do krajów UE wskazuje też Marek Wąsiński z Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – To naturalny mechanizm: wznoszenie barier handlowych wywołuje przepływy na inne rynki, które podobnych ograniczeń nie wprowadziły. Ale myślę, że Bruksela nie pozostanie bierna i także zdecyduje się na jakąś formę ochrony swojego rynku – ocenia ekspert.

Mocne uderzenie USA

Chiny są dominującym dostawcą w wielu sektorach strategicznych z punktu widzenia transformacji. Dzięki wieloletniej polityce komunistycznych władz perspektywiczne przemysły uzyskały gigantyczną nadwyżkę mocy produkcyjnych. Ta pozwala im z kolei zalewać światowe rynki poszukiwanymi towarami w niskich cenach, a nawet – jak w przypadku komponentów dla energetyki wiatrowej – z możliwością odroczenia płatności.

Komisja Europejska uruchomiła w zeszłym roku dochodzenie w sprawie subsydiowania chińskich producentów aut elektrycznych, ale także wszczęła podobne procedury wobec fotowoltaiki i turbin wiatrowych. Konkluzje Brukseli uprzedził jednak Waszyngton, ogłaszając nowe stawki na chińskie produkty. Część wejdzie w życie w tym roku.

Najgłośniejsze było obłożenie 100-proc. cłem chińskich samochodów elektrycznych. O ile może ono być zaporą przed przyszłą ekspansją Państwa Środka w USA, o tyle w niewielkim stopniu dotknie ich aktualnej wymiany handlowej. Według agencji Bloomberga w I kw. br. do USA sprowadzono 1,7 tys. chińskich elektryków. Wartość ubiegłorocznych dostaw wyniosła niespełna 370 mln dol. i stanowiła ok. 2 proc. tej kategorii amerykańskiego importu. Dla porównania wartość dostaw chińskich e-aut do krajów UE sięgnęła w tym czasie, według szacunków Grupy Rhodium, 11,5 mld dol., co stanowiło ponad jedną trzecią sprowadzanych do Europy pojazdów tego typu.

W znacznie większym stopniu na relacje handlowe USA–Chiny mogą wpłynąć podwyżki dotyczące baterii litowo-jonowych. Tutaj łączna wartość amerykańskiego importu z Chin (wraz z półproduktami) wyniosła w zeszłym roku 15 mld dol., a cła wzrosną ponad trzykrotnie – do 25 proc. Chińskie ogniwa do baterii dla elektryków sprowadzane do UE objęte są tymczasem niespełna 1,5-proc. taryfą. I oferowane są, jak wynika z szacunków Bloomberg NEF, w cenach o co najmniej 20 proc. niższych niż te produkcji europejskiej. „Bez zdecydowanych kroków chroniących i wspierających lokalnych wytwórców, unijnemu przemysłowi bateryjnemu grozić będzie wyparcie przez zagranicznych rywali” – ostrzega w marcowym raporcie brukselski think tank Transport & Environment.

Słaby odzew UE

– Dokładnie przeanalizujemy ogłoszone przez stronę amerykańską taryfy, także pod kątem ich ewentualnego wpływu na Unię Europejską – zapewnia DGP rzecznik prasowy Komisji Europejskiej Olof Gill. Podkreśla, że Unia podziela wątpliwości Amerykanów dotyczące nadprodukcji w przemyśle i nieuczciwych praktyk handlowych, które stały u podstaw podjętych decyzji. – Utrzymywanie równych zasad gry na globalnym rynku i zabezpieczenie przemysłów przed nieuczciwą konkurencją leży w oczywisty sposób w naszym wspólnym interesie. Jako UE odpowiadamy na te wyzwania po swojemu, w sposób zgodny z zasadami Międzynarodowej Organizacji Handlu (WTO) – dodaje Gill.

Wśród ekspertów dominuje przekonanie, że Unia choć sama przymierza się do nałożenia dodatkowych ceł, to nie podyktuje Chińczykom wygórowanych stawek. Zwłaszcza jeśli chce się stosować do procedur WTO, wymagających udowodnienia nadużyć i precyzyjnego uzasadnienia wszelkich ustanawianych barier handlowych. Tymczasem, według Rhodium, wyrównanie efektu chińskich subsydiów w przypadku aut elektrycznych wymagałoby nałożenia na tamtejsze pojazdy taryf rzędu 50 proc.

Krytyczne uzależnienie

Gospodarka UE ma jednak na wojnie handlowej z Pekinem więcej do stracenia niż amerykańska. W niedawnej wewnętrznej analizie Dyrekcji Generalnej Komisji Europejskiej ds. Rynku Wewnętrznego wskazuje się wprost, że relacje handlowe Chiny–UE są asymetryczne. Na dodatek coraz większą część importu stanowią towary „potencjalnie krytyczne”, takie jak produkty chemiczne czy elektronika. Łącznie produkty zaliczone do tej kategorii odpowiadały w 2021 r. już za 69 proc. unijnego importu z Chin. Bruksela ma też świadomość, jak trudno będzie osiągnąć cele klimatyczne wspólnoty bez współpracy z Pekinem oferującym najtańsze narzędzia do ich realizacji.

Za głównych przeciwników eskalacji konfliktu handlowego z Państwem Środka uchodzą Niemcy, które obawiają się utraty atrakcyjnego chińskiego rynku zbytu dla swoich koncernów motoryzacyjnych. Kanclerz Olaf Scholz podkreśla, że lwia część importowanych z Chin elektryków to produkowane przez tamtejsze fabryki samochody zachodnich marek. Ale to szybko może się zmienić. Według T&E, o ile pięć lat temu ich udział w unijnym rynku e-samochodów wynosił zaledwie 0,4 proc., to już w tym roku stanie się dwucyfrowy, a w 2027 r. sięgnie 20 proc. ©℗

ikona lupy />
Jak świat handluje z Chinami / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe