Kiedy Republika Południowej Afryki złożyła przeciw Izraelowi skargę do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości za naruszenie konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa, władze w Jerozolimie uruchomiły dyplomatyczną machinę.
Chcąc zmobilizować sojuszników, nakłaniały ich do publikacji oświadczeń, w których sprzeciwiliby się temu, co Izraelczycy określili mianem „oburzających, absurdalnych i bezpodstawnych zarzutów”.
Polska nie spełniła tej prośby. Ministerstwo Spraw Zagranicznych na razie w ogóle nie planuje komentować sprawy. – Poczekamy na rezultaty działań MTS – mówi DGP zaznajomiony z tematem urzędnik resortu. Ale na zorganizowanym niedawno w MSZ zamkniętym spotkaniu poświęconym eskalacji napięć na Bliskim Wschodzie padły też bardziej dosadne komentarze. Jeden z dyplomatów przekonywał, że MTS powstał właśnie po to, by takie sprawy badać. I to sędziowie zdecydują, czy dochodzi do ludobójstwa Palestyńczyków. Mogłoby się wydawać, że danie czasu ekspertom w dziedzinie ludobójstwa na ocenę sytuacji to racjonalna reakcja na trwającą w regionie wojnę. Tyle że zamieszanie wokół skargi RPA ma wymiar polityczny.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.