„Niecodziennie zdarza się, by wrogie państwo uznało Izrael przed całą społecznością międzynarodową w pisemnej umowie” – komentował podpisane z Libanem porozumienie o ustaleniu granicy na Morzu Śródziemnym premier Ja’ir Lapid.
Zatwierdzając wynegocjowaną przez Stany Zjednoczone umowę, oba państwa po raz pierwszy ustanowiły swoją granicę morską. W dużej mierze została ona wytyczona wzdłuż linii demarkacyjnej określanej jako „linia 23”. To oznacza, że Izrael otrzymał prawo do eksploracji pola Karisz, którego zasoby gazu ziemnego szacuje się na 68 mld m sześc. Dzięki temu władze państwa żydowskiego będą mogły wywiązać się z zawartego w czerwcu z Unią Europejską i Egiptem porozumienia w sprawie sprzedaży surowca.
Dokument zakłada, że izraelski gaz ma być dostarczany rurociągiem do egipskiego terminalu LNG na Morzu Śródziemnym, a następnie – skroplony – tankowcami do Europy. Latem, gdy negocjacje zawisły na włosku, pojawiły się obawy, że gaz z Karisz na Stary Kontynent dotrze ze sporym opóźnieniem. Lider wspieranego przez Iran Hezbollahu Hassan Nasrallah zagroził bowiem eskalacją działań wojennych z Izraelem, jeśli rozmowy w sprawie granicy morskiej nie zakończyłyby się spełnieniem żądań organizacji. „Dzięki porozumieniu w najbliższej przyszłości staniemy się największym dostawcą gazu do Europy” – stwierdził Lapid w rozmowie z premierem Holandii Markiem Rutte. Państwa UE mają bowiem importować surowce także z innych izraelskich pól gazowych, jak Lewiatan i Tamar.