Wczoraj w Sankt Petersburgu gościł prezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich szejk Muhammad ibn Zajid. To pierwszy przywódca państwa należącego do Rady Współpracy Zatoki Perskiej, który odwiedził Władimira Putina po rozpoczęciu inwazji na Ukrainę. Do Rosji udał się z inicjatywą mediacji pomiędzy Moskwą a Kijowem. „Będzie próbował rozbroić europejską wojnę” – informował były szef dubajskiego departamentu finansów Nasser Al Szajk. Podczas spotkania Putin dziękował ibn Zajidowi za odgrywanie ważnej roli w regionie. Podkreślił też, że Moskwa chce, aby rynki energetyczne były zrównoważone między podażą a popytem i dąży do stabilizacji w tym sektorze. – Nasze działania nie są w nikogo wymierzone – przekonywał.

Oblicza neutralności

Eksperci z Zatoki są zgodni, że to ich przedstawiciele mogą pomóc w przywróceniu pokoju w Europie. – Prezydent ZEA jest jedynym światowym liderem, który może wykorzystać swoje głębokie relacje z prezydentem Putinem, aby powstrzymać świat przed przerażającą konfrontacją nuklearną. Jego wizyta w Rosji jest misją pokojową dla Europy i świata, spójną z dążeniem ZEA do regionalnego i globalnego pokoju. Waszyngton i stolice europejskie zdają sobie z tego sprawę – pisał profesor nauk politycznych na Uniwersytecie ZEA w Dubaju Abdulkhaleq Abdulla.
Reklama
Nie tylko Emiratczycy garną się do mediacji. Tuż po ogłoszeniu wizyty ibn Zajida w Sankt Petersburgu rozmowę telefoniczną z emirem Kataru szejkiem Tamim ibn Hamadem Al Thanim odbył prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. „Podziękowałem mu za zdecydowane poparcie dla suwerenności i integralności terytorialnej Ukrainy. Omówiliśmy też dalsze wspólne kroki w ramach ONZ i innych platform międzynarodowych” – napisał na Twitterze ukraiński przywódca. Władze w Katarze dyplomatycznymi umiejętnościami wykazały się już po ubiegłorocznym przejęciu władzy w Afganistanie przez talibów. Choć przez lata zapewniały schronienie talibskim przywódcom, księstwo odegrało kluczową rolę w ewakuacji Afgańczyków w sierpniu 2021 r. – Żaden kraj nie zrobił więcej niż Katar – mówił wówczas sekretarz stanu USA Antony Blinken. W tym tygodniu Putin ma spotkać się również z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoğanem – wynika z informacji przekazanych przez rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa. Obaj wybierają się w piątek do Kazachstanu w związku z odbywającym się tam szczytem poświęconym Rosji i Azji Środkowej.

Reklama
Ale Ad-Dauha, ze swoim konsekwentnie artykułowanym wsparciem dla integralności terytorialnej Ukrainy, to na tle regionu raczej ewenement, a kraje takie jak ZEA rozumieją swoją neutralność inaczej. Krytycznie oceniają to niektórzy analitycy na Zachodzie. – Dzień po tym, jak Putin zabija ukraińskich cywilów, ibn Zajid przymila się do Moskwy. Razem z Muhammadem ibn Salmanem (de facto przywódcą Arabii Saudyjskiej – red.) mają świetne wyczucie czasu – komentował Aaron David Miller z think tanku Carnegie Endowment for International Peace. W pierwszych dniach rosyjskiej inwazji zirytowały swoich zachodnich sojuszników, wstrzymując się od głosu potępiającego działania Kremla na forum ONZ. Wraz z Arabią Saudyjską i Turcją odmówiły także wdrożenia sankcji wobec Rosji. Kilka miesięcy później „The Wall Street Journal” ujawnił, że władze w Abu Zabi nie tylko ich nie nałożyły, lecz także pomagają Moskwie zachodnie sankcje obchodzić. Tani rosyjski olej opałowy trafia bowiem teraz głównie do Arabii Saudyjskiej i portu w emirackiej Fudżajdzie, gdzie ukrywa się jego pochodzenie i wysyła dalej w świat. W ubiegłym miesiącu Emiratczycy poparli jednak rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ potępiającą rosyjskie referenda w sprawie aneksji w czterech ukraińskich regionach jako nielegalne. Ale już 5 października – razem z pozostałymi 23 producentami ropy tworzącymi grupę OPEC+ – postanowili zredukować produkcję ropy o ok. 2 mln baryłek dziennie. Jak twierdzą eksperci, to właśnie Emiraty, obok Arabii Saudyjskiej, odgrywają kluczową rolę w cięciach, gdy w przypadku innych krajów grupy w grę wchodzi raczej „urealnienie” oficjalnych danych względem faktycznej produkcji.

USA zaostrzają kurs

Tymczasem decyzji OPEC+ nie zamierzają pokornie przyjmować Amerykanie. Stanowisko kartelu postrzegane jest tam nie tylko jako taktyczne wsparcie Rosji w przededniu uruchomienia unijnego embarga oraz forsowanych przez Waszyngton (pod szyldem G7) limitów cenowych na rosyjskie paliwa, lecz także jako polityczny cios w Joego Bidena. Obniżenie wydobycia to porażka dyplomatycznych wysiłków jego administracji, w tym lipcowej wizyty w Arabii Saudyjskiej, która miała pomóc okiełznać ceny paliw w USA i na światowych rynkach. W dodatku plany kartelu ogłoszono w gorącym okresie kampanii przed wyborami, które – już za niecały miesiąc – przesądzą o tym, czy w drugiej połowie kadencji Bidena demokraci utrzymają większość w Kongresie.
Zaraz po ogłoszeniu cięć przez OPEC+, które wywindowało w zeszłym tygodniu notowania ropy Brent do niemal 100 dol. za baryłkę (w porównaniu z 85 dol. tydzień wcześniej i średnio 90 w całym wrześniu), Biały Dom wyraził rozczarowanie ruchem określonym jako „sprzymierzenie się z Rosją”. Zapowiedział również konsultacje z Kongresem w sprawie nowych narzędzi, które ograniczyłyby wpływ kartelu na ceny energii. W grę może wchodzić odblokowanie prac nad legislacją, która otworzyłaby amerykańskiej prokuraturze możliwość wszczynania postępowań przeciwko decyzjom państw OPEC+ za naruszanie amerykańskiego prawa antymonopolowego. Projekt ustawy „nie dla karteli”, w skrócie NOPEC, który od maja leży w kongresowej zamrażarce, jest kolejnym wcieleniem cieszącej się ponadpartyjnym poparciem inicjatywy podnoszonej przez Kongres od ponad 20 lat. Jej uchwalenie blokowały jednak dotąd groźby weta ze strony kolejnych prezydentów, którzy stawiali na dyplomatyczne rozwiązywanie swoich sporów z Saudami.
– Amerykanie zapamiętają na długo to, co zrobiła Arabia Saudyjska, wspierając Putina w prowadzeniu jego godnej pogardy okrutnej wojny przeciw Ukrainie. Przyglądamy się wszelkim narzędziom legislacyjnym, które pozwolą najlepiej odpowiedzieć na to obrzydliwe i skrajnie cyniczne działania, w tym ustawę NOPEC – mówił lider senackiej większości Chuck Schumer. O wznowienie prac nad projektem zaapelował także w ostatnich dniach jego współautor z Partii Republikańskiej, senator Chuck Grassley. Sceptycy obawiają się jednak, że taki ruch może przyczynić się do działań odwetowych Rijadu, a pośrednio – do dalszego zaostrzenia sytuacji na rynku.
Wygląda na to, że odpowiedź Waszyngtonu nie ograniczy się do sfery rynku paliw. W poniedziałek wieczorem wpływowy senator Bob Menendez, który stoi na czele komisji spraw zagranicznych izby, wezwał do zamrożenia relacji z Saudami, w tym w dziedzinie bezpieczeństwa i obronności – „wykraczającej poza to, co absolutnie niezbędne w celu ochrony amerykańskich żołnierzy i interesów”. Ogłosił też, że dopóki Rijad nie zmieni swojej polityki, będzie blokował tego typu współpracę w ramach komisji, która opiniuje m.in. sprzedaż broni.
Niektórzy kongresmeni opowiadają się za jeszcze dalej idącymi działaniami, obejmującymi wycofanie amerykańskich wojsk z Arabii Saudyjskiej. – Jeśli jeden z największych na świecie sprawców naruszeń praw człowieka chce współpracować z Rosją w celu podbicia cen paliw w USA, niech prosi Putina o obronę monarchii – oświadczył Bernie Sanders, lewicowy senator z Vermontu. ©℗