Prezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden wrócił z podróży do Izraela i Arabii Saudyjskiej z pustymi rękami. W dodatku do mediów wyciekły informacje, że Rijad kupuje tanią rosyjską ropę, by swoją sprzedawać drożej na Zachodzie. Komplikuje to wysiłki amerykańskiej administracji zmierzające do odcięcia Kremla od zarabiania na dostarczaniu energii. Czy można powiedzieć, że prezydent poniósł na Bliskim Wschodzie klęskę?
Wiele osób miało wygórowane oczekiwania co do tej wizyty. Szczególnie w zakresie praw człowieka i Palestyny. Nie zostały spełnione, więc uznano, że Biden poniósł porażkę. Prezydent nie po to jednak przyleciał na Bliski Wschód. Chciał jedynie wybadać teren, jeśli chodzi o możliwości zwiększenia produkcji ropy. Żeby zobaczyć realne skutki jego działań, musimy poczekać na szczyt państw OPEC w przyszłym miesiącu. Mówienie, że poniósł porażkę, jest więc przedwczesne. Prawdą jest, że nie wyjechał z Dżeddy z konkretnymi rozwiązaniami, ale być może próbował w ten sposób uniknąć wprowadzenia w zakłopotanie Saudyjczyków, którzy nie chcą wchodzić w konfrontację z Rosją.