Przemówienie rosyjskiej głowy państwa nie było przełomowe. Wiało nudą, standardową serią kłamstw i było wtórne. Może poza nieoczekiwanym pojawieniem się w pierwszych zdaniach mowy postaci Kuźmy Minina i Dmitrija Pożarskiego – przywódcy milicji ludowej oraz księcia, którzy we wrześniu 1612 r. powstrzymali na przedmieściach Moskwy hetmana Jana Chodkiewicza. Putin zestawił ich… z „walczącymi za naszych ludzi na Donbasie”.
Określenia „nazizm”, „naziści”, „neonaziści” padło zaledwie pięć razy w liczącym 1194 słowa przemówieniu. Określenie „operacja specjalna”, którym ochrzcił inwazję na Ukrainę, ani razu. Tak jakby prezydent chciał nieco wyciszyć skompromitowaną retorykę. Poza tym nie było ani przewidywanego przez ekspertów oficjalnego ogłoszenia wojny z Ukrainą, ani powszechnej mobilizacji. Zabrakło też pokazu rosyjskiego lotnictwa i rannego pod Izium szefa sztabu generalnego Walerija Gierasimowa. Putin poszedł w plan minimum.
Reklama
W tym sensie formalne sfinalizowanie przez Bidena UDDLLA ma znacznie większy wymiar niż wczorajsza impreza w Moskwie. Waszyngton opowiedział się bowiem jednoznacznie za utrzymaniem państwowości ukraińskiej i maksymalnym osłabieniem Rosji w wojnie obronnej prowadzonej przez władze w Kijowie. Od 2014 r. USA przekazały Ukrainie fundusze na zwiększenie bezpieczeństwa na sumę 6,1 mld dol. Ponad połowa z tego przypada na okres po 24 lutego, czyli rozpoczęciu inwazji rosyjskiej. W tej sumie jest 6 tys. pocisków przeciwpancernych Javelin, 1400 przeciwlotniczych Stingerów, 90 zestawów artyleryjskich kaliber 155 mm i 16 śmigłowców Mi-17. Po podpisaniu przez Bidena UDDLLA tego sprzętu będzie znacznie więcej. Dotrze on nad Dniepr bez zbędnej biurokracji. Szybko i z odroczoną płatnością. W sumie Kijów dostanie pomoc opiewającą na sumę równą jednej trzeciej ukraińskiego PKB sprzed inwazji. Jak pisze Adam Tooze, historyk i ekonomista z Columbia University, oznacza to finansowanie wojny totalnej na wykończenie przeciwnika.
Rosjanie do pewnego stopnia antycypują taki scenariusz. Z jednej strony w znacznej większości popierają wojnę i politykę Putina wobec Kijowa. Z drugiej – z dystansem oceniają pomysły powszechnej mobilizacji i zaangażowania w nią szerokich mas rezerwistów. Wojna jest OK, dopóki nie musi w niej brać udziału Siergiej spod Kazania czy Wasia z Wołgogradu. W języku rosyjskim istnieje na taką okoliczność określenie – „przymierzać trumnę”. Oznacza ono pewną zdolność do zaprojektowania własnego losu w odniesieniu do tego, w jakim kierunku idzie wojna. Ta w Ukrainie nie wróży szybkiego sukcesu ani chwały. To raczej zapowiedź długiego konfliktu, grzęźnięcia w błocie, ran szarpanych od pocisków artyleryjskich i spalonych ciał. Czyli wojennej nudy. Jeszcze większej niż mowa Putina. Tylko o wiele bardziej bolesnej. ©℗