Za persona non grata uznani mieli zostać dyplomaci, których rządy wezwały do uwolnienia z więzienia filantropa Osmana Kavali. – Naszą wolą nigdy nie było wywołanie kryzysu, ale ochrona prawa, honoru, własnych interesów i suwerenności naszego kraju – powiedział w poniedziałek w telewizyjnym oświadczeniu Recep Tayyip Erdoğan. Działania prezydenta Turcji są jednak elementem szerszej gry z Zachodem. – Erdoğan mierzy się z ogromnymi problemami gospodarczymi, które powodują, że na zwycięstwo w nadchodzących wyborach nie może liczyć ani Partia Sprawiedliwości i Rozwoju, którą kieruje, ani on sam jako kandydat na prezydenta – tłumaczy w rozmowie z DGP Karol Wasilewski z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Sondaże przeprowadzone w październiku przez turecki AKAM nie są dla urzędującego prezydenta korzystne. Wskazują, że w drugiej turze zaplanowanych na 2023 r. wyborów Erdoğan przegrałby z co najmniej trzema innymi kandydatami. Wśród nich znajdują się burmistrzowie Ankary Mansur Yavaş i Stambułu Ekrem İmamoğlu. 8-proc. przewagę nad Erdoğanem ma nawet jedna kobieta – liderka nacjonalistycznej Dobrej Partii Meral Akşener. Dla wielu może być to szczególnie szokujące, bo społeczeństwo tureckie jest głęboko patriarchalne. – Turcy po raz pierwszy od dwóch dekad uwierzyli, że przyszły rząd może zostać utworzony bez Erdoğana i jego ugrupowania – mówi analityk.