"Jestem bojownikiem o wolność. W czasach komunistycznego reżimu homoseksualizm był karany. A ja walczyłem o ich (tj. homoseksualistów - PAP) wolność i ich prawa. Bronię praw homoseksualistów. Ale w tej ustawie nie o to chodzi. Chodzi w niej o dzieci i o rodziców" - zaznaczył szef węgierskiego rządu.

Orban bronił w ten sposób przyjętej w ostatnim czasie na Węgrzech ustawy dotyczącej ochrony dzieci, która m.in. zabrania propagowania zmiany płci i homoseksualizmu na zajęciach w szkołach.

Niektórzy politycy w UE uznali, że nowe regulacje są wymierzone w homoseksualistów. Według przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen "ustawa ta wyraźnie dyskryminuje ludzi ze względu na ich orientację seksualną". Podkreśliła, że - jej zdaniem - jest to "sprzeczne z podstawowymi wartościami Unii Europejskiej takimi jak godność człowieka, równość i poszanowanie praw człowieka".

Reklama

"Nie chodzi o homoseksualistów, chodzi o dzieci i rodziców. Dobrze najpierw przeczytać, a dopiero potem reagować. To właściwa kolejność. W ustawie chodzi o to, by decyzja w sprawie edukacji seksualnej dzieci należała wyłącznie do rodziców" - tłumaczył Orban.

Pytany, czy wycofa ustawę odparł, że "została już ogłoszona, już działa".

W przyjętej tydzień temu przez parlament Węgier ustawie zapisano m.in., że szkolne zajęcia podejmujące kwestie seksualności nie mogą propagować zmiany płci ani homoseksualizmu, a także że państwo chroni prawo dziecka do zachowania tożsamości odpowiadającej jego płci w chwili urodzenia. Ustawa przewiduje ponadto stworzenie ewidencji osób, które dopuściły się pedofilii, i zaostrza kary przewidziane w kodeksie karnym za niektóre przestępstwa związane z pornografią dziecięcą nawet do 20 lat pozbawienia wolności.