Damien Tarel, 28-letni mieszkaniec departamentu Drome, który we wtorek spoliczkował prezydenta, jest przedstawiany przez swoich bliskich jako osoba bardzo spokojna. Do tej pory był nieznany policji. „To mnie oszołomiło, ponieważ według mnie nie był w stanie tego zrobić” - stwierdził dla BFMTV przyjaciel mężczyzny, Loic. „Nigdy nie ujawniał swych poglądów politycznych” – dodał.

We wtorek zatrzymany przez policję został również Arthur C., który filmował całą scenę.

Prezydent Macron zbagatelizował w wypowiedziach dla mediów incydent, określając go jako odosobniony przypadek napaści osoby wykazującej skłonności do skrajnej przemocy. Szef państwa zapowiedział dalsze bezpośrednie spotkania z wyborcami i kontynuowanie objazdu po kraju, który jestem elementem trwającej we Francji kampanii wyborczej przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi.

Reklama

Jednak minister gospodarki i finansów Bruno Le Maire w środę określił napaść na głowę państwa jako „afront wobec całego narodu francuskiego”. Francuska klasa polityczna niezależnie od barw politycznych zgodnie potępiła atak na prezydenta Macrona.

Dziennikarze badający sprawę wskazują, że Tarel subskrybuje kilka prawicowych kanałów w mediach społecznościowych oraz obserwuje profile osób uznanych za reprezentantów skrajnej prawicy, takich jak Henry de Lesquen, którego skazano za podżeganie do nienawiści czy Julien Rochedy, jednego z liderów Frontu Narodowego, obecnie Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen.

Tuż przed uderzeniem prezydenta Tarel wykrzyknął: „Precz z macronią”. Część publicystów uważa go za sympatyka skrajnej prawicy.

„Nie jesteśmy zaangażowani w politykę, jesteśmy raczej apolityczni, ponieważ jesteśmy rozczarowani wszystkimi partiami” – wyjaśniał Loic w rozmowie z BFMTV.

Tarelowi grozi kara do trzech lat więzienia i grzywna w wysokości 45 tys. euro za „umyślną przemoc wobec osoby sprawującej władzę publiczną”.