W tym tygodniu liczba dawek podanych Chińczykom przekroczy poziom 200 mln. To oznacza, że kraj jest na najlepszej drodze, aby osiągnąć wyznaczony cel wyszczepienia 560 mln ludzi (z 1,4 mld obywateli) do czerwca. Akcja, która początkowo wolno się rozkręcała, teraz ruszyła z kopyta. 26 marca padł rekord: preparat chroniący przed COVID-19 podano 6,1 mln osób.
Jednocześnie nieźle ma się chińska gospodarka. W piątek tamtejszy urząd statystyczny podał, że przez pierwsze trzy miesiące tego roku chiński PKB zanotował najszybszy kwartalny wzrost od momentu, kiedy gromadzone są takie dane (czyli od 1992 r.) – 18,3 proc. Tak wysoka wartość bierze się przede wszystkim z efektu bazy – w I kw. ub. r. PKB skurczył się o 6,8 proc., więc wzrost odbił z wyjątkowo niskiego poziomu. Władze optymistycznie patrzą jednak w przyszłość i są zdania, że gospodarka w 2021 r. urośnie przynajmniej o 6 proc., a konsensus ekonomistów przepytywanych przez agencję „Reuters” jest taki, że będzie to nawet ponad 8 proc. Dla porównania w ub.r. chińska gospodarka skurczyła się o 2,3 proc.
Liczby, o których śni Europa
Ale dobre wyniki gospodarcze Chiny zawdzięczają nie szybko prowadzonej akcji szczepień, lecz wyjątkowej sytuacji epidemicznej. Krótko mówiąc – w Państwie Środka koronawirusa praktycznie nie ma. W ciągu ostatnich dni wykrywa się tutaj nie więcej niż 20 infekcji dziennie; jak zaznaczają lokalne władze – wszystkie są przywleczone spoza Chin. Lokalne transmisje w statystykach są jak rodzynki: czasem zdarzy się jedna.
Takie liczby Pekin zawdzięcza bezwzględnym metodom walki z wirusem. W styczniu, kiedy na północy kraju pojawiły się nieliczne ogniska SARS-CoV-2, a liczba dziennie wykrywanych infekcji sięgnęła 100, władze nie zawahały się wprowadzić kwarantanny dla 20 mln ludzi w paru miastach. Obowiązkowo odcięto je od sieci kolejowej, a mieszkańcom zakazano wyjazdu. Taktyka ta, stosowana przez ostatni rok za każdym razem, kiedy liczby nieco się pogarszały – czasem pewnie na wyrost – okazała się wyjątkowo skuteczna.
Rząd stara się jednak nie przyduszać gospodarki tam, gdzie nie jest to potrzebne. Ogniska na północy kraju pojawiły się krótko przed obchodami chińskiego nowego roku, a to czas, kiedy wielu mieszkańców Państwa Środka udaje się w podróż do domu. Pekin nie zabronił ludziom podróżowania, ale zaapelował, żeby nie opuszczali miejscowości, w których pracują. Tabloid „Global Times” szacował, że do apelu zastosowało się 100 mln osób. Wielu z nich zamiast tego wybrało się na wycieczki po lokalnych atrakcjach turystycznych – tabloid donosił, że parę punktów widokowych musiało ograniczyć liczbę wpuszczanych turystów.
Wirus z zagranicy
Pekin doskonale rozumie, że największym zagrożeniem dla tego kruchego status quo jest możliwość zawleczenia wirusa do kraju przez jakiegoś podróżnego. W związku z tym władze robią wszystko, aby do tego nie dopuścić. Osoby przylatujące do Chin wciąż muszą poddawać się dwutygodniowej kwarantannie w wyznaczonym hotelu. Obowiązek ten nie ominął m.in. ekspertów Światowej Organizacji Zdrowia, którzy na przełomie stycznia i lutego przylecieli do kraju w ramach misji mającej na celu wyjaśnienie początków pandemii. Państwo Środka powoli też wraca do wydawania wiz cudzoziemcom z niektórych państw, pod niezrozumiałym wszakże warunkiem, że zaszczepili się… chińską szczepionką (chińskie firmy nie aplikowały o rejestrację w żadnym zachodnim kraju; Węgry dopuściły preparaty z Państwa Środka jako jedyne w Unii Europejskiej).
Taka gospodarka jak chińska nie może sobie jednak w nieskończoność pozwolić na dotkliwe ograniczenia w ruchu międzynarodowym – tym bardziej, że w przyszłym roku w Pekinie mają odbyć się zimowe igrzyska olimpijskie. To m.in. z tego względu tak ważny jest program szczepienia ludności. Władze nie przebierają więc w środkach, żeby zachęcić Chińczyków do podwinięcia rękawów, tym bardziej, że dobra sytuacja epidemiczna dała ludziom złudne poczucie pewności. W niektórych miastach za stawienie się na szczepienie można otrzymać drobny upominek (agencja AP doniosła, że czasem są to nawet jajka na kilogramy) lub kupon do wykorzystania w sklepie. W niektórych miejscach z motywacją do szczepień nieco się przesadza, jak w jednym ze szpitali, którego personel został przez dyrekcję poinformowany, że albo da się ukłuć, albo szykują się zwolnienia. Pod wpływem krytyki szefostwo przeprosiło jednak pracowników.
Partia zachęca do szczepień
Chociaż cel akcji szczepień to 560 mln ludzi do czerwca, to jak szacuje Wang Huaqing, główny ekspert ds. immunologii Centrum ds. Kontroli i Prewencji Chorobom Chin (CCDC), do osiągnięcia odporności stadnej Chiny muszą wyszczepić przynajmniej miliard mieszkańców. To oznaczałoby, że przez następne 10 miesięcy (przyjmując, że władze chcą zdążyć przed rozpoczęciem olimpiady) Pekin musi podać ok. 1,8 mld dawek, czyli 180 mln miesięcznie. Tymczasem osiągnięcie tej wartości teraz zajęło trzy miesiące.
W tym kontekście aż tak zaskakujący nie jest komentarz Gao Fu, szefa CCDC, który w ub. tygodniu powiedział, że władze rozważają różne strategie szczepień, włącznie z mieszaniem dawek od różnych producentów. W tej samej wypowiedzi Gao stwierdził, że celem jest także podniesienie skuteczności, co zostało odczytane jako przyznanie przez fachowca z Państwa Środka, że chińskie szczepionki niedomagają (Gao stanowczo zaprzeczył takiej interpretacji w rozmowie z państwowym tabloidem), bo miałyby być mieszane z preparatami Pfizera i Moderny. Chińska firma Fosun Pharmaceutical Group już podpisała umowę z tym pierwszym koncernem na dystrybucję jego preparatu w Państwie Środka, chociaż na razie został zatwierdzony do użytku tylko w Hongkongu i Makau.
W Chinach szczepi się obecnie pięcioma preparatami wytwarzanymi przez firmy Sinovac, Sinopharm (dwudawkowe), CanSino (jednodawkowa) oraz Anhui Zhifei Longcom (trzydawkowa). W przeciwieństwie do preparatów zatwierdzonych na Zachodzie ich producenci nie zdecydowali się opublikować wyników trzeciej fazy badań klinicznych w renomowanych czasopismach, co zademonstrowałoby ich ufność we własny produkt. Same firmy mówią, że preparaty charakteryzuje skuteczność na poziomie od 50 do ponad 80 proc. Niska skuteczność i niewielka transparentność władz odnośnie do akcji szczepień sprawiły, że mieszkańcy Państwa Środka nie palą się aż tak bardzo do podniesienia rękawów. Z badania przeprowadzonego przez CCDC wynika np., że w prowincji Zhejiang szczepić chce się zaledwie 42 proc. personelu medycznego – chociaż są to liczby z lutego, a postawy społeczne względem szczepień ewoluują z miesiąca na miesiąc (o czym przekonaliśmy się np. w Polsce).