Podczas tłumienia trwających od 1 lutego protestów birmańska policja raczej nie używa ostrej amunicji, ale zdarzają się odstępstwa. W piątek w szpitalu w Naypyidaw zmarła uczestniczka protestów postrzelona przez policję 9 lutego.

Mya Thwate Thwate Khaing jest pierwszą i jak dotąd jedyną ofiarą śmiertelną zamieszek, które wybuchły w Birmie na początku lutego po przejęciu pełni władzy w kraju przez wojskowych. Protesty przeciwko zamachowi stanu trwają od ponad dwóch tygodni, a ich areną są większe miasta.

Demonstranci domagają się przywrócenia obalonego rządu Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD) i uwolnienia jej przywódczyni, laureatki Pokojowej Nagrody Nobla Aung San Suu Kyi, aresztowanej przez wojsko i oskarżonej o nielegalne posiadanie krótkofalówek.

Obecne demonstracje są największymi w Birmie od 2007 roku, gdy wspierana przez buddyjskich mnichów szafranowa rewolucja zapoczątkowała proces stopniowego rozluźniania wojskowej dyktatury i przekazywania władzy cywilnym rządom. Zamach stanu przeprowadzony 1 lutego oznacza odstąpienie od wcześniejszego kursu - podkreślają komentatorzy.