Najprostszy sposób, żeby dowiedzieć się czegoś o nowym przywódcy tego azjatyckiego kraju, to odwiedzić jego własną stronę internetową (https://www.seniorgeneralminaunghlaing.com.mm). Nawet pobieżna lektura nie pozostawia wątpliwości – generał kocha swój kraj i wszystko, co jest z nim związane. Jakie kino lubi? „Filmy z Mjanmy”. Czego słucha? „Tradycyjnej muzyki Mjanmy”. Co lubi obejrzeć w telewizji? Kanały „MWD”, czyli stacji należącej do armii.
Przy okazji można też przeczytać, dlaczego Min Aung Hlaing zdecydował się przejąć władzę w kraju. Otóż zaniepokoiły go (i wojsko, którym dowodzi) rzekome oszustwa, do jakich doszło podczas wyborów w listopadzie ub.r. Oficjalnie wygrało je ugrupowanie opozycyjnej liderki Aung San Suu Kyi – wynik, który generał najwyraźniej podważa. Dlatego zaapelował na swojej stronie do współobywateli, aby „przyłączyli się do armii w budowie prawdziwego, wielopartyjnego systemu demokratycznego w uczciwy sposób”. Dodał, że system musi „sprzyjać dyscyplinie”.
Mundur we krwi
Dyscyplina to wartość, którą Min Aung Hlaing musi wyjątkowo cenić, bo do wojska ciągnęło go od młodego. Wychował się w Rangunie, stolicy Mjanmy do 2006 r. Jego ojciec był inżynierem w Ministerstwie Infrastruktury, co rodzinie przyszłego generała pozwoliło żyć w dużym i wygodnym mieszkaniu w centrum miasta. U Hla Oo, kolega z tego okresu i birmański imigrant, odnotował na swoim blogu, że „miał bardzo atrakcyjną siostrę”.
Po liceum Min Aung Hlaing dostał się na studia prawnicze, ale prawdziwym marzeniem była prestiżowa akademia wojskowa, do której zdawał trzykrotnie. Ukończył ją w 1977 r. w stopniu podporucznika. – Nie był zbyt rozmowny i raczej nie wychodził przed szereg – wspominał w rozmowie z agencją Reuters w 2016 r. kolega ze studiów prawniczych. Inny, który z generałem był na roku na uczelni wojskowej, stwierdził, że był „przeciętniakiem”. O późniejszej karierze Min Aung Hlainga powiedział, że „awansowano go powoli, ale regularnie”. Wyraził jednak zaskoczenie, że udało mu się dochrapać wyższych oficerskich szarż.
W karierze nowemu przywódcy Mjanmy pomógł fakt, że jednym z jego wczesnych przydziałów wojskowych była 88. dywizja lekkiej piechoty, gdzie zastępcą dowódcy, a potem dowódcą na przełomie lat 70. i 80. był pułkownik Than Shwe. Ten sam, który na początku lat 90. stanął na czele Państwowej Rady Pokoju i Rozwoju, czyli wojskowej junty oficjalnie rządzącej krajem do 2011 r. I ten sam, który wielokrotnie umieszczał Aung San Suu Kyi w areszcie domowym.
Od generała do dyktatora
Kiedy Shwe usunął się z życia publicznego w 2011 r., Min Aung Hlaing odziedziczył po nim stanowisko dowódcy sił zbrojnych. Był już wtedy weteranem wielu operacji skierowanych przeciw niezliczonym partyzantkom działającym na terenie Mjanmy. Doświadczenie zdobyte podczas tych walk generał wykorzystał w 2017 r. w kampanii wycelowanej w Rohingjów, czyli muzułmańską mniejszość zamieszkującą położony nad Zatoką Bengalską stan Arakan. Z Mjanmy do sąsiedniego Bangladeszu uciekło wówczas ponad 700 tys. osób, z których większość dalej żyje w przejściowych obozach zbudowanych wzdłuż granicy między oboma krajami.
I chociaż kampania została potępiona przez większość świata jako czystka etniczna, to cieszyła się uznaniem części ludności Mjanmy. Dzisiaj jest jasne, że Min Aung Hlaing zbudował na niej swoją popularność, przygotowując się do przejęcia władzy w kraju. Dyplomaci, z którymi rozmawiali dziennikarze Reutersa, wskazywali, że studiował bardzo dokładnie przykłady przewrotów politycznych. Za kluczowe uznał uniknięcie chaosu, jak np. w Libii po 2011 r.
W tym celu pielęgnował także swój wizerunek jako męża stanu. Podejmował zagranicznych gości, w tym papieża Franciszka, któremu podarował bogato zdobioną miskę na ryż oraz harfę w kształcie łodzi. Kluczowe okazały się media społecznościowe: Min Aung Hlaing bardzo pieczołowicie podchodził do prowadzenia profilu na Facebooku, który swego czasu śledziło ponad milion osób (serwis później zablokował mu konto).
Kiedy generał objął dowodzenie sił zbrojnych, U Hla Oo napisał o nim: to „przyzwoity człowiek, zdolny dowódca i doskonały menedżer […] życzę mu wszystkiego najlepszego w reformie naszego bardzo biednego kraju na drodze ku porządnej demokracji”. Po puczu kolega z dawnych lat nie był już jednak taki szczodry: „Min Aung Hlaing zapisze się w historii naszego kraju jako jeden z największych szaleńców […] Nie mogę uwierzyć, że dokonał tego głupiego puczu”.