W drugim dniu protestów i manifestacji przeciwko ustawie bioetycznej do starć jej krytyków i zwolenników doszło w Lyonie. W centrum miasta około 3 tys. osób (według organizatorów marszu) napotkało około 350 kontrdemonstrantów, głównie z organizacji feministycznych. Doszło do przepychanek i bijatyk między obiema grupami. Policja używa gazu łzawiącego, aby je rozdzielić.

Demonstrację zorganizowały stowarzyszenia pro-life związane z ruchem „Manif pour tous” oraz „Generations avenir”, których zwolennicy maszerowali z 4-metrową postacią dziecka pokrytego kodami kreskowymi, która miała symbolizować „fabrykę niemowląt”.

W Paryżu niedzielna demonstracja przebiegała spokojnie. Uczestnicy skandowali słowa krytyki pod adresem ministra zdrowia Oliviera Verana oraz prezydenta Emmanuela Macrona, oskarżanych o "komercjalizację zarodków ludzkich". Zdaniem protestujących politycy eliminują osobę ojca z procesu wychowawczego, zezwalając na in vitro lesbijkom, oraz pomijają dobro dziecka, zezwalając na wydłużenie terminu aborcji.

Demonstracje organizowane w kilkudziesięciu francuskich miastach liczyły od kilkuset do kilku tysięcy uczestników.

Zdaniem przeciwników ustawy doprowadzi ona do komercjalizacji zarodków ludzkich i otworzy furtkę do tworzenia chimer z embrionów ludzkich i zwierzęcych.

Ustawa wprowadza również in vitro dla lesbijek i samotnych kobiet oraz dopuszcza aborcję ze względu z uwagi na „niepokój psychospołeczny matki”.

W sobotę do poważnych starć między około 600 zwolennikami i 300 przeciwnikami projektu ustawy doszło w Rennes na północnym zachodzie kraju, gdzie policja użyła armatek wodnych i gazu łzawiącego, aby rozdzielić legalną demonstrację od kontrdemonstracji, na która nie było formalnej zgody władz.

Francuski Episkopat zwrócił się z prośbą do katolików i ludzi dobrej woli o modlitwę i post w intencji „otwarcia oczu na wszystkich i bycia wspólnie twórcami szacunku do istoty ludzkiej od momentu poczęcia”.

Jeśli projekt kontrowersyjnej ustawy zostanie zaaprobowany przez Senat, będzie to oznaczać, że pozwala się na „modyfikację ludzkiego embrionu przez dodanie komórek pochodzących z innych gatunków” - ocenia profesor prawa na uniwersytecie Franche-Comte Jean-Rene Binet. Celem takich działań, polegających na tworzeniu istot ludzko-zwierzęcych, miałoby być wytwarzanie u zwierząt organów do przeszczepów. Ów projekt jest ciągle dość hipotetyczny, ale mimo to budzi obawy przed alarm coraz dalszym przesuwaniem granic bioetycznych – ocenia katolicki tygodnik „Famille Chretienne”.