We wtorek premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, prezydent Francji Emmanuel Macron oraz kanclerz Niemiec Friedrich Merz wydali wspólne stanowisko, w którym jednoznacznie podkreślili, że Grenlandia – półautonomiczne terytorium Królestwa Danii – „należy do swojego narodu”. W ocenie dyplomatów była to jedna z najostrzejszych europejskich reakcji wobec administracji w Waszyngtonie od lat, zwłaszcza że komunikat skierowany był bezpośrednio do Białego Domu.
W oświadczeniu zaznaczono, że „tylko Dania i Grenlandia mogą decydować o sprawach dotyczących Danii i Grenlandii”. Dokument ogłoszono w obecności premierów Danii, Włoch, Polski i Hiszpanii, co miało podkreślić szerokie poparcie dla Kopenhagi w całej Unii Europejskiej.
Wystąpienie Keira Starmera w Paryżu i napięcie transatlantyckie
Premier Wielkiej Brytanii zabrał głos również podczas konferencji prasowej w Paryżu, w której uczestniczył m.in. specjalny wysłannik Trumpa Steve Witkoff oraz Jared Kushner. – „Jasno określam swoje stanowisko, stanowisko rządu brytyjskiego” – podkreślił Starmer, wyraźnie dystansując się od sugestii o możliwości zmiany statusu Grenlandii.
Jednocześnie europejscy liderzy starali się nie eskalować sporu w momencie, gdy w Paryżu finalizowano rozmowy dotyczące nowych gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy. Francja, Wielka Brytania i Niemcy pracują bowiem nad wzmocnieniem wsparcia dla Kijowa, a otwarty konflikt z USA mógłby osłabić te wysiłki.
Stephen Miller o Grenlandii i „braku sensu” operacji militarnej
Iskrą zapalną całej dyskusji były wypowiedzi zastępcy szefa personelu Białego Domu ds. polityki Stephen Miller. W rozmowie z CNN stwierdził on, że „nikt nie będzie walczył militarnie ze Stanami Zjednoczonymi o przyszłość Grenlandii”, dodając, że w jego ocenie nie ma potrzeby rozważania interwencji zbrojnej.
Miller sugerował również, że Dania nie ma historycznego prawa do terytorium, które określił jako dawną kolonię. Zapytany o ewentualną akcję militarną, błędnie podał liczbę mieszkańców Grenlandii, mówiąc: „Grenlandia ma 30 000 mieszkańców”, podczas gdy faktyczna populacja wynosi około 57 000 osób. – „Prawdziwe pytanie brzmi: jakie prawo ma Dania do przejęcia kontroli nad Grenlandią?” – mówił.
Donald Trump: „bardzo potrzebujemy Grenlandii”
Dzień wcześniej sam Donald Trump oświadczył, że Stany Zjednoczone „bardzo potrzebują Grenlandii”. Wypowiedź ta ponownie wzbudziła obawy w Kopenhadze i Nuuk, zwłaszcza w kontekście topniejącej pokrywy lodowej Arktyki i potencjalnego dostępu do złóż ropy, gazu oraz metali szlachetnych.
Premier Danii Mette Frederiksen ostrzegła, że jakikolwiek atak na Grenlandię oznaczałby w praktyce koniec NATO. Jej zdaniem byłby to cios w fundament sojuszu, który opiera się na wzajemnym zaufaniu i poszanowaniu suwerenności państw członkowskich.
NATO, Arktyka i wspólne bezpieczeństwo
Wspólne europejskie oświadczenie podkreślało, że bezpieczeństwo w Arktyce powinno być wzmacniane w ramach NATO, a nie poprzez przejęcie terytorium jednego z członków sojuszu. „NATO jasno dało do zrozumienia, że region Arktyki jest priorytetem” – zaznaczono, dodając, że europejscy sojusznicy zwiększają swoją obecność i inwestycje wojskowe w tym obszarze.
W tym kontekście Dania i Grenlandia zwróciły się do amerykańskiego sekretarza stanu Marco Rubio z prośbą o pilne spotkanie w sprawie „ważnego oświadczenia Stanów Zjednoczonych na temat Grenlandii”, o czym poinformowała grenlandzka minister spraw zagranicznych Vivian Motzfeldt.
Głosy ostrzegawcze: koniec zaufania w NATO
Były doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Wielkiej Brytanii Lord Ricketts ocenił, że ewentualna aneksja Grenlandii przez USA miałaby katastrofalne skutki. Jego zdaniem „w praktyce oznaczałoby to koniec sojuszu, który opiera się na zaufaniu”, a państwa europejskie musiałyby znacznie bardziej polegać na alternatywnych formatach współpracy obronnej.
Wskazał m.in. na rosnącą rolę koalicji chętnych na rzecz Ukrainy, prowadzonej przez Londyn i Paryż przy wsparciu Berlina, oraz na znaczenie dwustronnych porozumień obronnych.
Biały Dom: wojsko „zawsze jest opcją”
We wtorek wieczorem Biały Dom potwierdził, że Trump i jego zespół analizują różne scenariusze dotyczące przejęcia Grenlandii. W odpowiedzi na pytania agencji Reuters stwierdzono: „Prezydent Trump dał jasno do zrozumienia, że zdobycie Grenlandii jest priorytetem bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych”. Dodano również, że „wykorzystanie sił zbrojnych USA zawsze jest opcją, jaką ma do dyspozycji głównodowodzący”.
Jednocześnie „Wall Street Journal” poinformował, że Marco Rubio bagatelizował możliwość użycia siły, podkreślając, iż Trump nadal koncentruje się na koncepcji zakupu wyspy.
Reakcja Grenlandii: „to my decydujemy o przyszłości”
Grenlandzcy politycy odpowiadają na te deklaracje z narastającym niepokojem. Minister ds. biznesu, zasobów mineralnych, energii i równości płci Naaja H. Nathanielsen powiedziała „Guardianowi”: „Mieszkańcy Grenlandii bardzo poważnie traktują to potencjalne zagrożenie, są zaniepokojeni i boją się”. Podkreśliła przy tym, że choć Grenlandia od dawna jest „dobrym sojusznikiem Ameryki”, nie oznacza to akceptacji zostania częścią USA.
Premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen wezwał Trumpa do porzucenia „fantazji o aneksji”, określając amerykańską retorykę jako „całkowicie i absolutnie niedopuszczalną”. – „Dość tego” – powiedział.
Historyczny kontekst i współczesna jedność Grenlandii
Inuici zamieszkują Grenlandię od około 2500 roku p.n.e. Nowożytna kolonizacja rozpoczęła się w 1721 roku wraz z przybyciem Hansa Egede, a wyspa pozostawała kolonią do 1953 roku, kiedy stała się częścią Królestwa Danii. Podczas II wojny światowej Grenlandia znalazła się pod kontrolą USA, a od czasów zimnej wojny funkcjonuje tam amerykańska baza wojskowa Pituffik, kluczowa dla systemu wczesnego ostrzegania.
W ostatnich latach rosło poparcie dla niepodległości, m.in. po ujawnieniu nadużyć z czasów kolonialnych. W marcu, w reakcji na wypowiedzi Trumpa, Grenlandia powołała nowy czteropartyjny rząd koalicyjny. Na pierwszej stronie umowy koalicyjnej zapisano jedno zdanie: „Grenlandia należy do nas”.