Komisja Europejska przedstawiła wczoraj założenia budżetu Wspólnoty na lata 2028–2034. Jak poinformował Piotr Serafin, komisarz odpowiedzialny za ramy finansowe, wyniosą one 2 biliony euro. KE proponuje 300 mld euro na rolnictwo, 451 mld euro na Fundusz Konkurencyjności i 218 mld euro dla słabiej rozwiniętych regionów. Pięciokrotnie wzrosną wydatki na obronność i kosmos. Do 131 mld.

– To dobry budżet dla nas. Wedle tej propozycji wciąż będziemy jednym z największych beneficjentów – mówi DGP Ignacy Niemczycki, wiceminister ds. europejskich. - Wszystkie pieniądze będą wydatkowane w poszanowaniu zasady praworządności - komentował Serafin.

Być może jest to już ostatnia siedmiolatka, z której Polska więcej pieniędzy dostaje, niż do niej wpłaca. Biorąc pod uwagę prognozowane tempo rozwoju polskiej gospodarki, a także majaczącą na horyzoncie akcesję do Wspólnoty Ukrainy, może się okazać, że za dekadę będziemy już bogatsi niż unijna średnia.

Dziś, pod względem PKB per capita, jesteśmy na poziomie 79 proc. unijnej średniej. W ciągu dekady podciągnęliśmy się aż o 11 pkt proc., przeskakując Węgry, Słowację i Grecję, a zrównując się z Estonią, do której w 2014 r. traciliśmy 10 pkt proc.

Pierwotnie pojawiały się dwa scenariusze dotyczące puli, którą Unia będzie mogła dysponować w kolejnej perspektywie. Pierwszy z nich przewidywał utrzymanie wydatków na podobnym poziomie jak obecnie, czyli ok. 1,2 biliona euro. Z nieoficjalnych doniesień Politico wynikało, że w Komisji rozważano także zwiększenie tej kwoty do 1,7 bln euro. Za takim podejściem były m.in. Polska, Francja i kraje bałtyckie. Finalnie kwota jest jeszcze wyższa.

– Kształt ram finansowych pokazuje, jakie są unijne priorytety. Wobec UE są coraz większe oczekiwania dotyczące choćby uporania się z nielegalną imigracją czy bezpieczeństwem. I te obszary są w budżecie dowartościowane – mówi DGP Tomasz Zając, ekspert PISM. ©℗A5