W Sojuszu nie ma zgody co do zestrzeliwania rosyjskich pocisków nad Ukrainą, bo alianci boją się odwetu Rosji.
Szerokim echem w Polsce i innych krajach NATO, a także w Ukrainie odbił się komentarz ministra Radosława Sikorskiego dla „Financial Times”, w którym wyraził opinię, że rosyjskie rakiety znajdujące się na kursie wejścia w naszą przestrzeń powietrzną są prawnie uzasadnionym celem ataku dla wojsk Sojuszu. Szef polskiej dyplomacji tłumaczył, że byłby to akt samoobrony, bo gdy już pociski wlecą nad Polskę, istnieje spore ryzyko zranienia kogoś odłamkami. Zastrzegł zarazem, że to jego prywatny osąd sytuacji, co później powtarzał rzecznik MSZ Paweł Wroński. – To jest osobista opinia ministra Sikorskiego, a nie stanowisko polskiego rządu – przekonywał.
Oficjalnie Polska nie zmieniła podejścia
W piątek wiceminister obrony narodowej Paweł Zalewski po nieformalnym posiedzeniu unijnych ministrów obrony w Brukseli zadeklarował, że nasze systemy obrony przeciwlotniczej nie będą zestrzeliwać rakiet i dronów nad Ukrainą, zwłaszcza gdyby miało to nastąpić bez koordynacji z partnerami zachodnimi. Jego zdaniem lepszym wariantem byłoby wzmocnienie przez jej sojuszników Ukrainy jej obrony przeciwlotniczej. Nie zmienia to faktu, że sprawę strącania rakiet nad terytorium Ukrainy nasz rząd uważa za otwartą i jest gotowy do rozmów z sojusznikami na ten temat. Ukraińskie zasoby obrony przeciwlotniczej są uważane za kluczowe, o czym regularnie wspomina prezydent Wołodymyr Zełenski.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.