Konieczność uzupełnienia wakatów w rządzie będzie okazją do umocnienia pozycji Donalda Tuska względem dwóch mniejszych koalicjantów.

Rezultat niedzielnych wyborów do europarlamentu zmienia krajobraz na krajowym poletku. Z Sejmem żegna się 25 posłów, z rządu odchodzi trzech wiceministrów. Koalicji Obywatelskiej udało się odbić część elektoratu Trzeciej Drogi i Lewicy.

– Ich słabe wyniki w połączeniu z symbolicznym zajęciem pierwszego miejsca przez KO odbiją się na relacjach w koalicji. Premier dostał do ręki argumenty za ograniczeniem wpływów koalicjantów czy to w rządzie, czy na poziomie samorządowym – ocenia politolog z UAM, dr hab. Szymon Ossowski.

Wycinanie koalicjantów

I jak słyszymy w KO, wymuszona rekonstrukcja może być do tego okazją. – Nasi koalicjanci są osłabieni, co Donald z pewnością wykorzysta do zmian w rządzie – mówi nam polityk Platformy Obywatelskiej. Chodzi przede wszystkim o redukcję liczby wiceministrów. Może to dotyczyć np. MSZ czy MKiŚ, w których jest aż po siedmiu zastępców.

Z naszych informacji wynika, że wakaty po wiceministrach: funduszy i rozwoju regionalnego Jacku Protasie (KO) oraz kultury Joannie Scheuring-Wielgus (Lewica) mają zostać uzupełnione. Nie jest z kolei pewne, czy będzie nowy wiceminister sprawiedliwości w miejsce Krzysztofa Śmiszka z Lewicy. – Zastanawiamy się na tym, Krzysztof miał dużą działkę w ministerstwie, odpowiadał m.in. za sprawy europejskie – mówi nam osoba z kierownictwa MS. Do obsadzenia pozostają także dwa inne wakaty: po rezygnacji Pawła Zgórzyńskiego (PSL) w MRPiPS i odejściu Krzysztofa Kukuckiego (Lewica) w MRiT. Szczególnie to drugie stanowisko wydaje się kluczowe ze względu na ostry spór w koalicji co do przyszłości programu kredyt #naStart .

Jak na pomysły KO zapatrują się koalicjanci? – Nie obawiamy się kanibalizmu. Umowa koalicyjna powstała na podstawie wyniku wyborów parlamentarnych. Inne nie mają wpływu na jej zapisy – zapewnia minister nauki i wiceszef Nowej Lewicy Dariusz Wieczorek. I jak dodaje, w umowie koalicyjnej istnieje punkt, że zmiany są możliwe, ale wymaga to zgody wszystkich partnerów.

Nieco bardziej stanowczy jest poseł PSL Marek Sawicki. – To nie jest rząd Donalda Tuska, to jest rząd koalicyjny. Im wcześniej liderzy Trzeciej Drogi i Lewicy się obudzą, uświadomią premierowi, że jego rząd tworzą partie koalicyjne, tym lepiej. W przeciwnym razie będziemy mieli sytuację, że nasze ugrupowania będą zmarginalizowane tak, jak Nowoczesna czy Zieloni. Zostaniemy zjedzeni przez hegemona – przewiduje marszałek senior.

Tymczasem politycy KO nie wykluczają, że zmiany w rządzie mogą być jeszcze głębsze i objąć także stanowiska ministrów – tych z Trzeciej Drogi i Lewicy. W tym kontekście pada np. nazwisko minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, która jest nielubiana w Platformie ze względu m.in. na konflikt ze swą zastępczynią Aleksandrą Gajewską – jedną z tych polityczek, które mają mocną pozycję w partii i cieszą się poparciem Tuska. – Są tacy ministrowie, którzy „nie dowożą”, tacy będą zagrożeni w pierwszej kolejności – dodaje inny ważny polityk PO.

Zmiany czekają też Sejm, bo mandaty wywalczyło kilku szefów sejmowych komisji, m.in. Kamila Gasiuk-Pihowicz (komisja sprawiedliwości i praw człowieka), Bogdan Zdrojewski (komisja kultury) oraz Bartosz Arłukowicz (komisja zdrowia). W sytuacji tak dużej liczby wakatów problem może być podczas głosowań. – Musimy zdecydować, co zrobić, czy poczekać z głosowaniami – mówiła wczoraj wicemarszałkini Sejmu Dorota Niedziela (KO).

Miejsce pracy zmieniają też przewodniczący dwóch sejmowych komisji śledczych – kopertowej Dariusz Joński i wizowej Michał Szczerba. Ich dotychczasowe obowiązki mają przejąć wiceszefowie komisji z KO – Jacek Karnowski i Marek Sowa.

Zmiany u hegemonów

W samej PO przesądzona jest zmiana sekretarza generalnego, którym obecnie jest były szef MSWiA i nowo wybrany europoseł Marcin Kierwiński. – Kierwiński usłyszał niedawno od Tuska, że go zawiódł – dostał jeden z kluczowych resortów, po czym po dwóch miesiącach oświadczył, że chce się przenieść do Brukseli. Z Brukseli zarządzać strukturami partii się nie da, więc wybór nowego sekretarza jest tylko kwestią czasu – mówi nam polityk PO.

W Prawie i Sprawiedliwości natomiast prawdopodobnie jeszcze w tym tygodniu spotka się prezydium Komitetu Politycznego partii. Jest o czym rozmawiać, bo z jednej strony Prawo i Sprawiedliwość po raz pierwszy od 10 lat przegrało wybory, z drugiej do PE nie dostało się kilkoro kandydatów, których mocno promował prezes Jarosław Kaczyński. To m.in. b. szef TVP Jacek Kurski oraz byli ministrowie spraw zagranicznych: Anna Fotyga i Witold Waszczykowski. Dwoje ostatnich w sensacyjny sposób z dalszych miejsc przeskoczyli bliscy współpracownicy Mateusza Morawieckiego: Piotr Müller i Waldemar Buda.

Potrzebna jest analiza wyniku, kampanii i list – mówi nam osoba z kierownictwa partii. Nie kryje przy tym rozczarowania rezultatem. – Prezes powinien wyciągnąć wnioski z sytuacji w niektórych okręgach, bo już wcześniejsze badania pokazywały, że nasi wyborcy nie chcą Jacka Kurskiego czy Ryszarda Czarneckiego na listach, a jednak obaj się tam znaleźli i to na wysokich miejscach – zauważa nasz rozmówca. – Wybory pokazały też, że może czasem lepiej postawić na młodszych, aktywnych, jak Buda czy Piotr Müller – dodaje.

Zwraca też uwagę na błędy popełnione w kampanii. – Na początku ogłosiliśmy nasz program „7 razy tak” (“tak” dla inwestycji, polskiej wsi, bezpieczeństwa, złotego, wolności, zatrzymania podwyżek, obrony granic – red.), a później, na kolejnych konwencjach już słowa na ten temat nie było – zauważa polityk. Inny z kolei, obecny europoseł, który ponownie dostał się do PE, narzeka na radykalizm koalicjantów Suwerennej Polski. – Musimy skończyć z gadaniem o polexicie – podsumowuje polityk PiS. ©℗