- Należy wystąpić z traktatu ottawskiego i rozpocząć zakupy oraz produkcję min przeciwpiechotnych na masową skalę - mówi Michał Dworczyk, poseł na Sejm (PiS), przewodniczący parlamentarnego zespołu ds. wzmacniania odporności RP.

DGP: Jest pan inicjatorem projektu uchwały Sejmu, która ma zobowiązać rząd do wyjścia z traktatu ottawskiego, zakazującego używania min przeciwpiechotnych. Dlaczego powinniśmy jako państwo zdecydować się na taki ruch?

Dworczyk: Koncepcja, by odstąpić od wykorzystywania min przeciwpiechotnych, dlatego że jest to rozwiązanie niehumanitarne, została przyjęta w 1997 r. Były to czasy tzw. dywidendy pokoju, wówczas wielu myślało, że historia, tak jak pisał Francis Fukuyama, się skończyła. Traktat ratyfikowało do dziś ponad 160 krajów. Ale nie przystąpiły do niego Stany Zjednoczone, Rosja, Chiny, Izrael czy Korea Południowa, czyli kraje, które o swoim bezpieczeństwie myślą poważnie i wojna nie jest dla nich pojęciem abstrakcyjnym, tylko bardzo namacalnym.

Dzisiaj za wschodnią granicą Polski toczy się wojna, a Rosja wprost zapowiada możliwości zaatakowania któregoś z krajów Sojuszu Północnoatlantyckiego i prowadzi bardzo ostrą retorykę wymierzoną w Polskę. Dwa miesiące temu w Sejmie zorganizowałem seminarium eksperckie, w którym brali też udział przedstawiciele praktycznie wszystkich opcji politycznych i wnioski były jasne: powinniśmy się przygotowywać do obrony wschodniej granicy, a realna obrona związana jest z inżynieryjnym przygotowaniem terenu, a w szczególności z wykorzystaniem min.

Czyli pan chwali pomysł rządu koalicji i program „Tarcza Wschód”, dzięki któremu na wschodniej granicy mają powstać zarówno sztuczne, jak i naturalne bariery, które mają utrudnić przemarsz wojsk przeciwnika.

Powtórzę, inżynieryjne przygotowanie terenu jest bardzo ważne, ale mam poważne obawy, czy zapowiadane przez rząd działania nie będą podobne do wcześniejszych zapowiedzi premiera Donalda Tuska, jak choćby tego, że benzyna będzie po 5,19 zł, a kwota wolna od podatku będzie wynosić 60 tys. zł. Jeśli rząd zamierza poważnie zająć się zabezpieczeniem wschodniej granicy, to na pewno warto taką inicjatywę poprzeć. Ale by ona była skuteczna, powinniśmy nie tylko dostosować krajowe prawo i przeznaczyć na to odpowiednie środki finansowe, ale również wystąpić z traktatu ottawskiego i rozpocząć zakupy oraz produkcję min przeciwpiechotnych na masową skalę.

Ale przecież wszystkie państwa NATO, oprócz USA, są sygnatariuszami tego traktatu, a w 2022 r. nawet Waszyngton zapowiedział jego warunkowe przestrzeganie – wyłączeniem jest region półwyspu koreańskiego.

Po doświadczeniach z Ukrainy nikt poważnie nie powinien myśleć o takich ograniczeniach. Zeszłoroczna kontrofensywa obrońców ukraińskich nie powiodła się głównie z powodu głębokich pól minowych oraz przygotowania terenu przez Rosjan m.in. na tzw. linii Surowikina. Z kolei dzisiaj Ukraińcy powstrzymują Rosjan, w dużej mierze opierając się na polach minowych. Mówią o tym wszyscy eksperci. W tym tonie wypowiadali się zarówno generałowie Waldemar Skrzypczak, jak i Leon Komornicki, którzy, najoględniej mówiąc, zazwyczaj mają różne poglądy.

Nie obawia się pan, że w przypadku takiego zaminowania mogą przypadkowo zostać poszkodowani cywile?

Ale ja nie mówię o rozstawianiu min już dzisiaj. Chodzi o zbudowanie ram prawnych, które pozwolą na rozpoczęcie zakupów i produkcji min, po to byśmy byli gotowi na wypadek dalszego pogorszenia się naszej sytuacji bezpieczeństwa. Miny to bardzo efektywny i stosunkowo tani środek bojowy. Dziś pocisk artyleryjski 155 mm kosztuje 20-30 tys. zł, a prosta mina przeciwpiechotna od kilkuset do tysiąca złotych. Problem w tym, że potrzebujemy ich bardzo dużo, dziś Ukraińcy wykorzystują ich dobrze ponad milion. Niestety, dosyć bezrefleksyjnie po 2012 r. zniszczyliśmy ponad milion min przeciwpiechotnych z naszych magazynów i dziś pod tym względem jesteśmy nieprzygotowani do konfliktu.

Nie obawia się pan, że nasze wyjście pociągnie lawinę i inne państwa, szczególnie afrykańskie, skorzystają z tej furtki i wystąpią z traktatu ottawskiego? Przed tym przestrzegają eksperci z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Oczywiście ważne jest, aby myśleć o Afryce i Azji, ale najważniejsze jest myślenie o bezpieczeństwie Rzeczypospolitej. A dzisiaj zagrożenie dla naszego kraju jest realne i dlatego powinniśmy przygotować się do obrony. W krajach bałtyckich, które są nawet w gorszej sytuacji ze względu na swoje warunki geograficzne, debata na ten temat już trwa. Myślę, że w obliczu zagrożenia z Rosji takie ponadpartyjne działanie na rzecz poprawy bezpieczeństwa także wśród polskich polityków jest możliwe. ©℗

Rozmawiał Maciej Miłosz