Mijająca właśnie kadencja przejdzie do historii jako coś, co ekonomista prof. Marcin Piątkowski określa mianem „wielokryzysu”. Drugie rządy PiS zaczęły się od pandemii koronawirusa, która wywołała dotkliwe skutki gospodarcze (zerwane łańcuchy dostaw, inflacja). W zeszłym roku wybuchła wojna Rosji z Ukrainą powodująca kryzys uchodźczy w Polsce

Wybory 2023. Podsumowanie rządów PiS - sprawczość

Z jednej strony wydaje się, że to koszmarne warunki do rządzenia, bo zamiast do roli kreatora politycznej agendy okoliczności sprowadzają władze do administrowania kryzysem. Z drugiej strony to niewątpliwa szansa na udowodnienie swojej skuteczności. A to tylko jedna z cech, które mogą charakteryzować mijającą kadencję PiS. Oto najważniejsze z nich:

  • Sprawczość. Ta w wykonaniu PiS ma swoje jasne i ciemne strony. Do tej pierwszej kategorii można zaliczyć szeroko zakrojoną odpowiedź fiskalną państwa na kryzys związany z COVID-19. Mowa o ponad 312 mld zł w ramach tzw. tarcz. Jedna trzecia tej kwoty trafiła do mikro, małych i średnich firm zatrudniających ponad 3,2 mln pracowników (Tarcza Finansowa PFR). PiS mógł sobie pozwolić na taką skalę interwencji, o jakiej jego poprzednicy mogli pomarzyć. Do dziś zresztą pojawiają się pytania, czy nie była ona zbyt duża – pisze o tym m.in. NIK w raportach. Korzystając z tych doświadczeń, gdy zaczęła się wojna, PiS nie wahał się wprowadzić kolejnych tarcz, już wojennych. W trosce właśnie o skuteczność zorganizował system dystrybucji węgla poprzez samorządy.

Ale są też ciemne strony sprawczości PiS. Przykład? Tak zwany legislacyjny walec w Sejmie, znany już z pierwszej kadencji. Jak podliczyła Fundacja Batorego, przyjęcie ustawy o tzw. wyborach kopertowych z 2020 r. zajęło posłom 113 minut. Z kolei w pierwszych dwóch latach tej kadencji (2019–2021) najkrócej – bo po dwie doby – posłowie pracowali nad siedmioma projektami okołocovidowymi. Osobną kategorią jest legislacja covidowa, a więc działanie w ramach specustaw (pęczniejących od kolejnych poprawek), rozporządzeń ministrów (np. ustanawiających lockdowny) i jednoosobowych decyzji premiera (np. o imporcie węgla przez państwowe spółki po nałożeniu embarga na rosyjski surowiec). Do rangi symbolu urósł pozabudżetowy Fundusz Covidowy, pod który rząd podpinał wydatki mające niewiele wspólnego ze zwalczaniem skutków pandemii (kontrolująca go niedawno NIK wymienia m.in. dodatek węglowy i elektryczny, samorządowe inwestycje w rozwój dróg czy budowę i modernizację siedzib urzędów). Przekonanie o własnej sprawczości i sile prowadziło do takich błędów jak wprowadzenie Polskiego Ładu w formie, którą potem w ramach bezprecedensowej operacji trzeba było korygować w trakcie roku podatkowego. To był jeden z tych przypadków, gdy PiS przekonał się, że sprawczość ma swoje granice. Tak samo było, gdy w 2020 r. zaczęła się pandemia i pojawiło się pytanie, co z wyborami prezydenckimi. PiS zaczął forsować nierealistyczny pomysł wyborów kopertowych, który ostatecznie został wykolejony i wybory odbyły się w normalny sposób. Inny przykład – choć Polska należała do krajów, które sprawnie zorganizowały system szczepień przeciwko COVID-19, to ostatecznie odsetek zaszczepionych był relatywnie niski. PiS zrezygnował z forsowania różnych pomysłów, które mogły go powiększyć, by nie narazić się politycznemu zapleczu i części wyborców.

Sprawczość PiS właśnie podsumowało Stowarzyszenie Demagog. Z obietnic zawartych w programie partii, exposé premiera Morawieckiego, Polskim Ładzie i publicznych wypowiedziach czołowych działaczy 19 uznano za zrealizowane, 16 za częściowo zrealizowane, 1 za „zamrożoną” oraz 14 za niezrealizowane. Wśród obietnic niezrealizowanych znajdują się te o gabinecie psychologiczno-pedagogicznym w każdej szkole, przezwyciężeniu wykluczenia komunikacyjnego czy o „Piątce dla zwierząt”.

Wybory 2023. Podsumowanie rządów PiS - marginalizacja

  • Marginalizacja ustrojowych bezpieczników. Mimo zgłaszanych wątpliwości – zarówno w Polsce, jak i przez instytucje unijne – PiS nie zdecydował się np. na korektę zasad wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa. Takie pomysły pojawiały się nawet w obozie PiS, jednak kolejny skład rady to znów typy obozu rządowego. Niejasna sytuacja jest w Sądzie Najwyższym, gdzie po wyroku TSUE została rozwiązana Izba Dyscyplinarna, powstała nowa Izba Odpowiedzialności Zawodowej. W SN trwa też konflikt między starymi a nowymi sędziami.

Równolegle postępuje szybka utrata znaczenia przez TK, który w całości składa się z sędziów wybranych w trakcie rządów PiS. Do wątpliwości z poprzedniej kadencji dotyczących tzw. sędziów dublerów doszły kolejne, choćby w sprawie tego, czy prezesura Julii Przyłębskiej się skończyła, czy trwa nadal. Spór w tej sprawie trawi TK, czego skutkiem jest kilkukrotne odkładanie rozpatrzenia skargi Andrzeja Dudy na ustawę o SN, która miała nam utorować drogę do KPO, i ogólnie jeszcze większy spadek tempa prac TK.

W rezultacie na koniec kadencji większość centralnych instytucji, poza RPO i NIK, jest obsadzona przez osoby wprost lub pośrednio kojarzone z opcją rządzącą. Wiele z tych osób będzie pełniło swoje funkcje jeszcze w najbliższej, a nawet – jak w przypadku prezesa NBP – jeszcze w kolejnej kadencji.

PiS pokazał też, jak postępuje w sytuacji, gdy danej instytucji nie jest w stanie przejąć. Dobitnym przykładem jest to, co aktualnie dzieje się w NIK. Przez obstrukcję ze strony marszałek Sejmu nie są uzupełniane wakaty w kolegium NIK. W efekcie gremium zamiast 19 osób liczy tylko 3 (prezes NIK i dwóch skonfliktowanych z nim zastępców) i w praktyce nie funkcjonuje. To oznacza, że izba może kontrolować np. ministrów i organy centralne, ale już nie opublikuje raportów ze swoimi ustaleniami, bo zastrzeżenia tego rodzaju podmiotów kontrolowanych są rozpatrywane przez kolegium.

Wybory 2023. Podsumowanie rządów PiS - upartyjnienie i centralizacja

  • Upartyjnienie i budowa zaplecza. W porównaniu z poprzednimi ekipami PiS najdalej przesunął granice dotyczące upartyjnienia różnych instytucji czy spółek. Przykładami są wspomniana KRS, ale także Państwowa Komisja Wyborcza, w której wcześniej zasiadali sędziowie, a obecnie nominaci klubów sejmowych. PiS na poziomie mistrzowskim opanował też system budowania partyjnych zależności i lojalności. Wysyła do spółek swoich działaczy (często niemających odpowiednich kompetencji), a ci po jakimś czasie od objęcia funkcji wpłacają „datki” na konto partii. A jeśli trzeba wesprzeć związane z PiS organizacje pozarządowe czy think tanki, to nawet jeśli byłoby to działanie prawnie wątpliwe, tworzy się ramy prawne, które to umożliwiają (koronny przykład to program „willa plus” ministra Czarnka). W ten sposób PiS buduje sobie partyjno-intelektualne zaplecze, któremu z pewnością uda się przezimować przez kolejne cztery lata po ewentualnej przegranej Zjednoczonej Prawicy. Ta polityka kadrowo-transferowa służy PiS także do utrzymania większości – nie tylko w zakresie utrzymania przy sobie koalicjantów, lecz także przeciągnięcia na łono obozu rządzącego posłów, którzy z partią się skonfliktowali i z niej odeszli (przykład posła Lecha Kołakowskiego).
  • Centralizacja. „Umiesz liczyć, licz na siebie” – to powiedzenie stało się w pewnym sensie dewizą PiS, jeśli chodzi o styl zarządzania państwem. Widać to na co najmniej dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, to w ostatnich latach widać umacnianie kompetencyjne i finansowe kancelarii premiera. W 2014 r. wydatki KPRM wyniosły ponad 128 mln zł, a plan na ten rok to ponad 1,5 mld zł. Rząd tłumaczy to konsolidacją administracji i przejmowaniem kolejnych kompetencji i ludzi przez KPRM (np. kwestie polityki europejskiej czy do niedawna z obszaru cyfryzacji), a gros tej kwoty to tak naprawdę wydatki Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych (817 mln zł). A równocześnie nieformalną ostatnią instancją w rządzie jest, jak w I kadencji, lider PiS Jarosław Kaczyński.

Po drugie, obszar, w którym są wyraźnie widoczne działania centralistyczne rządu, to jego relacje z władzami lokalnymi. PiS, uznając, że samorządy reprezentują głównie siły opozycyjne, dokonuje de facto ustrojowych zmian czy to w zakresie kompetencji samorządów (np. odbierając im nadzór nad WFOŚiGW lub blokując zmiany taryf za wodę i ścieki przy pomocy Wód Polskich), czy ich finansowania. W tym drugim aspekcie zmiana jakościowa polega na tym, że w coraz mniejszym stopniu samorządy mogą bazować na dochodach własnych, takich jak wpływy z PIT i CIT, a coraz bardziej na transferach od władz centralnych – raz ometkowanych jako uzupełnienie dochodów własnych, innym razem na inwestycje. Choć PiS nazywa to „zrównoważonym rozwojem”, to taki mechanizm pozwala mu w świetle prawa rozdzielać pieniądze nierzadko w sposób, w którym widać przechył w stronę samorządów związanych z partią władzy. ©℗