Równo 18 lat temu - w maju 2004 r. - Polska weszła do Unii Europejskiej. Moment ten stał się też punktem zwrotnym dla rolnictwa - od zawsze jednego z kluczowych sektorów polskiej gospodarki. Był to dla niego ogromny impuls rozwojowy, choć w międzyczasie zaczęliśmy definiować nowoczesność zupełnie inaczej niż wtedy.
- Środki unijne przyczyniły się do zmodernizowania polskiego rolnictwa. Nastąpił w nim skok technologiczny, który objął zarówno produkcję rolną, jak i przetwórstwo żywności - uważa Jakub Olipra, starszy ekonomista w Credit Agricole.
Co więcej, podkreśla, dzięki temu, że do transformacji technologicznej doszło u nas o wiele później niż w Europie Zachodniej, rozwiązania zastosowane w polskim sektorze rolno-spożywczym są relatywnie nowoczesne na tle Zachodu. - Mamy tu do czynienia ze swego rodzaju premią, wynikającą z naszego wcześniejszego zapóźnienia - ocenia.
Reklama
Wtóruje mu Mariusz Dziwulski, analityk PKO BP: - Akcesja Polski do UE na pewno była przełomowym momentem dla naszego rolnictwa. Jego dzisiejszy obraz jest zupełnie inny niż przed 2004 r. Stereotypowe wyobrażenie polskiego zacofanego rolnika dawno już odeszło w zapomnienie. Dziś duża część polskich rolników niczym nie różni się od ich odpowiedników na Zachodzie - przekonuje.
Dodaje, że są to osoby przedsiębiorcze, które swoimi gospodarstwami zarządzają jak firmami. Coraz częściej są to ludzie wykształceni, o fachowej wiedzy. Sprzyja to wzrostowi wydajności gospodarstw.

Reklama
Podobną opinię wyraża wicepremier, minister rolnictwa i rozwoju wsi Henryk Kowalczyk. - Przez lata wyśmiewano się z polskiego rolnictwa, traktując je jako zacofane i niemalże prymitywne. Przeciwstawiano je rolnictwu Europy Zachodniej, które według ówczesnych autorytetów było nowoczesne i superwydajne - mówi. Tymczasem - jego zdaniem - dziś nie ma już wątpliwości, że to właśnie polskie rolnictwo jest zaskakująco nowoczesne i stanowi wzór dla innych.
Dlaczego? To w Polsce, jak przekonuje, przez dziesięciolecia stosowano zdecydowanie mniej nawozów i środków ochrony roślin. - To u nas gospodarstwa, zwłaszcza te najliczniejsze, rodzinne, prowadziły zrównoważony typ rolnictwa. Na czym to polegało? Zachowana była równowaga pomiędzy produkcją roślinną a zwierzęcą - opisuje.
Konsolidacja
Jak mówi Mariusz Dziwulski, sektor rolnictwa w Polsce ulega procesom konsolidacyjnym, a średnia powierzchnia gospodarstw się zwiększa. Co prawda dane GUS mówią o ok. 1,32 mln gospodarstw rolnych w naszym kraju, jednak w praktyce duża część terenów uprawnych oddawana jest w dzierżawę. - Oczywiście w porównaniu z Zachodem gospodarstw o gorszym parku maszynowym ciągle mamy relatywnie dużo. Jednak duże, nowoczesne polskie gospodarstwa w niczym nie ustępują swoim odpowiednikom z Niemiec, Francji czy Włoch - uważa ekspert.
W jego opinii przewagą konkurencyjną polskiego rolnictwa ciągle są niższe koszty pracy. - Dzięki temu nasze produkty rolne mają dobrą relację ceny do jakości. W produkcji np. jabłek czy drobiu staliśmy się czołowym dostawcą w UE. Przetwórstwo mleka, oparte na spółdzielczości, również należy do jednych z najnowocześniejszych w Unii - wymienia.
Podobnego zdania jest Jakub Olipra. Na pytanie, co jest wizytówką polskiego rolnictwa, odpowiada: - Dobry stosunek jakości do ceny. To on stoi za jego sukcesem w ostatnich latach.
Jak podaje, topowe polskie produkty eksportowe to m.in.: drób, wołowina, pieczarki, jabłka, maliny czy borówki.
Także wicepremier Kowalczyk przywołuje dane z wymiany handlowej artykułami rolno-spożywczymi. - Wartość tego eksportu wynosi blisko 40 mld euro. Polska żywność ma już uznaną i cenioną markę na świecie. Doceniane są jej walory smakowe i jakościowe, a to wynika z wielowiekowej tradycji wyrabiania m.in. doskonałych wędlin czy serów. Uznanie wzbudza również nowoczesny przemysł przetwórczy, zwłaszcza w branżach mleczarskiej i mięsnej - wylicza.
To właśnie, jak mówi, „w połączeniu z doskonałej jakości surowcem jest gwarantem sukcesu i dziś to nasze rolnictwo uznawane jest za nowoczesne i takie, które staje się wzorem dla innych”.
Wyzwania
Jakie wyzwania stoją przed sektorem w perspektywie krótkookresowej? - W związku z wojną w Ukrainie produkcja zwierzęca - trzody chlewnej, drobiu czy bydła - może mierzyć się z problemem wyższych cen pasz. Do tego dochodzą wysokie ceny środków do produkcji, w tym nawozów, a także ryzyka pogodowe wynikające ze zmian klimatycznych - odpowiada ekspert PKO BP.
Jak temu zaradzić? Według Dziwulskiego na pewno należy dążyć do utrzymania, a nawet zwiększenia wydajności polskiego rolnictwa, w warunkach zagrożenia bezpieczeństwa żywnościowego na świecie. - Oznacza to potrzebę inwestycji w nowoczesne technologie czy systemy nawadniania, które pomogą naszym rolnikom poradzić sobie choćby w warunkach ewentualnej suszy - wymienia.
Także zdaniem Jakuba Olipry warto u nas inwestować przede wszystkim w metody produkcji, które pozwalają na uzyskiwanie wysokiej wydajności przy jednoczesnym ograniczeniu negatywnego wpływu rolnictwa na środowisko naturalne.
- Inwestycje te będą kluczowe z punktu widzenia wyzwań, przed jakimi stoimy w związku z wdrażanymi przez UE strategiami Europejskiego Zielonego Ładu i „Od pola do stołu”, oraz będą determinować konkurencyjność polskiego rolnictwa w kolejnych latach - konkluduje.
Tę opinię potwierdza Marcin Hermanowicz, który prowadzi gospodarstwo sadownicze w Ignacowie, w rejonie Grójca na Mazowszu. Według niego unijny Zielony Ład będzie wyzwaniem. Uważa jednak, że choć wielu rolników bardzo się go obawia, może to być szansa dla średniej wielkości gospodarstw, właśnie takich jak jego.
- Wymaga to jednak nabycia nowej wiedzy i zakupu nowych maszyn, na co potrzebne są unijne środki, gdyż wbrew intuicji nowoczesne rolnictwo ekologiczne to nie powrót do dawnych, niewydajnych metod produkcji, lecz po prostu przyjaźniejsza środowisku technologia - trochę podobnie jak w wypadku produkcji zielonej energii - opisuje.
Jak podkreśla, istotne jest też to, by produkty wytwarzane zgodnie z zasadami Zielonego Ładu nie musiały konkurować na rynku z tymi wytwarzanymi w standardowy sposób w krajach pozaunijnych. - To by pogrzebało europejskie rolnictwo i napływ takich produktów trzeba będzie ograniczać na poziomie Wspólnoty - przekonuje.
Jakie jeszcze wyzwania dostrzega Marcin Hermanowicz? Polityczne. Uprawia on przede wszystkim przeznaczoną na eksport odmianę jabłek „Gala”. Przez lata trafiała ona głównie na rynek angielski, jednak ze względu na brexit konieczne było znalezienie nowych rynków. Dodatkowym wyzwaniem dla sadowników w Polsce, mówi Hermanowicz, jest odcięcie od rynku rosyjskiego od czasu inwazji na Krym w 2014 r. Do tego czasu rosyjski rynek konsumował nawet jedną trzecią polskiej produkcji tych owoców.
- W tej chwili eksportujemy głównie do krajów zamorskich, takich jak Arabia Saudyjska, Indie czy Jordania - opisuje.
Jak dodaje, owoce wysyłane do tak odległych państw muszą spełniać określone normy jakościowe - przede wszystkim być w stanie przetrwać półtoramiesięczny transport morski. Aby było to możliwe, w gospodarstwie stosuje się cały szereg rozwiązań agrotechnicznych, które wpływają na trwałość owoców - od specjalistycznego nawożenia poprzez precyzyjne metody wyznaczania terminu zbiorów po przechowywanie w chłodniach z kontrolowaną atmosferą.
Sadownik wyjaśnia, że wymaga to ciągłego poszerzania wiedzy i znacznych nakładów. W ciągu ostatnich lat jego gospodarstwo skorzystało z unijnych dotacji z programu „Modernizacji gospodarstw rolnych”. - Konieczne jest dalsze unowocześnianie produkcji, a bez środków unijnych trudno to sobie wyobrazić - przyznaje.
Zrównoważona produkcja
- Dziś Europa chce walczyć ze zmianami klimatycznymi. Ale to nie rolnictwo jest głównym sprawcą tych zmian. Owszem, nie jest bez winy, ale typ gospodarstw, jakie mamy w Polsce, jest przyjazny środowisku - przekonuje wicepremier Kowalczyk.
- To maksymalizacja zysku w gospodarstwach rolnych doprowadziła do degradacji gleb poprzez monokulturę i „fabryki’’ produkcji zwierzęcej - zaznacza i dodaje: - Skrajni ekolodzy próbują dążyć do zakazania produkcji zwierzęcej. Nie tędy droga. Należy dbać przede wszystkim o dobrostan zwierząt. W Polsce od lat stosowane są już specjalne dopłaty na podwyższanie dobrostanu zwierząt ponad obowiązujące normy.
Do kwestii rolniczych molochów nawiązuje też socjolog wsi, dr Ruta Śpiewak z Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa Polskiej Akademii Nauk.
Według niej w Polsce mamy równolegle funkcjonujące dwa typy rolnictwa - z jednej strony są to małe gospodarstwa, produkujące głównie na własne potrzeby, a z drugiej - duże przemysłowe podmioty prowadzące intensywną produkcję.
Na pytanie, czy te duże są nowoczesne, odpowiada: - To zależy od tego, jak zdefiniujemy nowoczesność. Z punktu widzenia środowiskowego i klimatycznego poważna część dużych gospodarstw jest po prostu szkodliwa.
W jej ocenie produkują one coraz gorszej jakości żywność, szkodzą środowisku, zatruwają gleby i wody, przez co przyczyniają się do katastrofy klimatycznej. - Na terenie Polski prowadzone są np. gigantyczne hodowle drobiu czy świń, m.in. przez Duńczyków, którzy zresztą następnie sprzedają mięso jako duńskie. Obserwujemy np. ogromne spadki populacji owadów i pszczół - to uboczny skutek działania właśnie takich rolniczych molochów - zaznacza.
Dla socjolożki nowoczesne są gospodarstwa ekologiczne czy reprezentujące tzw. rolnictwo regeneratywne - ich produkcja nie szkodzi środowisku naturalnemu i pozostawia ujemy ślad węglowy. Ciągle mamy ich jednak bardzo mało, nawet na tle Unii Europejskiej.
Na ile dobrze wyzwania te identyfikuje Europejski Zielony Ład i strategia „Od pola do stołu”? - Diagnoza jest właściwa, jednak zaproponowane rozwiązania - w mojej ocenie - niewystarczające - odpowiada Ruta Śpiewak.
Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe