Jeśli piątkowe informacje dotyczące domniemanego podsłuchiwania urzędników najwyższego organu kontrolnego się potwierdzą, to – przynajmniej zdaniem polityków opozycji i części komentatorów – będziemy mieli do czynienia z największą aferą podsłuchową ostatnich lat.
Przedstawiciele NIK twierdzą, że jej specjaliści, wsparci przez zewnętrznych ekspertów, wykorzystali ogólnodostępną listę domen wykorzystywanych przez system Pegasus. Na tej podstawie sprawdzili, czy te domeny łączyły się z urządzeniami należącymi do pracowników NIK. Jak w piątek podało RMF FM, w wyniku szczegółowego porównywania danych i numerów IP sprzętu okazało się, że przez dwa lata były tysiące prób wejścia na telefony, laptopy, tablety i serwery pracowników izby. „Wykryto połączenia z pół tysiącem urządzeń należących do kontrolerów, ale także kierowców czy personelu technicznego” – podaje RMF FM. Inwigilacja miała się nasilać, m.in. gdy NIK zapowiedziała kontrolę przygotowań do tzw. prezydenckich wyborów kopertowych czy sposobu funkcjonowania rządowego Funduszu Sprawiedliwości.