Wirtualna Polska napisała w środę, że Łukasz Mejza założył w przeszłości firmę medyczną, która miała się specjalizować w kosztownym leczeniu nowatorskimi metodami m.in. chorych na raka, Alzheimera, Parkinsona oraz innych ciężkich chorób. Jak twierdzi portal, polityk miał osobiście przekonywać potencjalnych pacjentów, w tym dzieci, o skuteczności stosowanych przez firmę metod, które jednak tak w Polsce, jak i na całym świecie uznawane są za niesprawdzone i niebezpieczne. Według WP, interes Mejzy nie wypalił, za to pozostawił po sobie wielu oszukanych pacjentów i ich rodziny.

Doniesienia Wirtualnej Polski oburzyły polityków Platformy Obywatelskiej, którzy zażądali w tej sprawie wyjaśnień od premiera Mateusza Morawieckiego i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, dlaczego zdecydował się przyjąć i wciąż utrzymywać w rządzie Łukasza Mejzę.

"Jeżeli prawdą jest, że ten człowiek budował swoje finansowe imperium na krzywdzie dzieci chorych na najgorsze choroby - onkologiczne czy stwardnienie rozsiane, jeśli namawiał rodziców do wydawania pieniędzy na niesprawdzone terapie, to już dzisiaj powinna być jego dymisja" - powiedział szef klubu Koalicji Obywatelskiej Borys Budka.

Reklama

Tymczasem - jak dodał - w tej sprawie jest "cisza". "Gdzie jest pan premier Morawiecki, gdzie jest pan prezes Kaczyński, który gwarantował miejsce w rządzie panu Mejzie? Dzisiaj jest czas na to, by zapytać czy pan premier Morawiecki, czy Jarosław Kaczyński gwarantują, że pan Mejza jest człowiekiem bez skazy? Czy biorą na siebie odpowiedzialność za to, że człowiek wobec którego publicznie formułowane są tak ciężkie zarzuty, jest częścią Zjednoczonej Prawicy" - pytał Budka.

Wtórował mu sekretarz generalny PO Marcin Kierwiński, który obecność Mejzy w rządzie uznał za "upadek moralny" Prawa i Sprawiedliwości i jego liderów. "To, że polski rząd wisi na głosie kogoś takiego, to jest skrajny upadek polskiej demokracji pod rządami PiS" - powiedział szef klubu KO.

Reklama

Polityk zastanawiał się też, czy przeszłość Mejzy była sprawdzana przez służby specjalne. "A może był sprawdzany, natomiast te słabości pana Mejzy okazały się największą siłą dla Jarosława Kaczyńskiego" - dodał Kierwiński.

Podkreślił, że sprawę przeszłości obecnego wiceministra sportu trzeba wyjaśnić. "Będziemy żądali informacji w tej sprawie - w jaki sposób pan Mejza był kontrolowany przez służby państwowe, m.in. przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Przecież nie sposób uwierzyć w to, że służby czegoś takiego mogły nie wiedzieć. Będziemy żądali takiej informacji na najbliższym posiedzeniu Sejmu. Sprawa jest bulwersująca, bo dotyka funkcjonowania całego polskiego rządu" - zaznaczył sekretarz generalny PO.

Mejza w oświadczeniu zamieszonym w środę w mediach społecznościowych zapowiedział, że treść artykułu w Wirtualnej Polsce będzie przedmiotem postępowań sądowych i że podjął kroki prawne, mające na celu ochronę jego dobrego imienia i reputacji. Według Mejzy, publikacje na jego temat mają charakter ataku politycznego.

Mejza oświadczył ponadto, że ani on, ani spółka Vinci NeoClinic sp. z o.o. nie wystawili "ani jednej faktury i nie zarobili złotówki na działalności opisanej w artykule" WP. "Spółka nigdy nie zamierzała prowadzić i nie prowadziła działalności medycznej. Przedmiotem jej działalności miało być prowadzenie biura turystyki medycznej. Autorzy materiału mogli z łatwością potwierdzić tę informację w publicznych rejestrach zawierających dane spółki" - napisał Mejza.

Łukasz Mejza zasiada w Sejmie od marca tego roku, kiedy to objął mandat po zmarłej posłance KP-PSL Jolancie Fedak. Na listach Polskiego Stronnictwa Ludowego znalazł się z rekomendacji Kukiz'15, z którym ludowcy zawiązali porozumienie przed wyborami. PO wejściu do Sejmu Mejza nie przystąpił do klubu Koalicji POlskiej-PSL i pozostał niezrzeszony. W październiku - z rekomendacji Partii Republikańskiej Adama Bielana - objął funkcję wiceministra sportu.

W czwartek wiceszef MON Marcin Ociepa, który należy do Republikanów, zapowiedział, że jeżeli doniesienia na temat Mejzy się potwierdzą, czeka go dymisja.