W ubiegłym tygodniu w siedzibie Polskiego Czerwonego Krzyża w Warszawie pojawiła się grupa aktywistów, domagających się od PCK podjęcia rozbudowanych działań humanitarnych na rzecz osób migrujących do Polski z terenów Białorusi. Protestujący zorganizowali dwudniowy "strajk ostrzegawczy" w siedzibie organizacji. Liderzy Polskiego Czerwonego Krzyża na środowej konferencji prasowej odnieśli się do postulatów, by PCK zaangażował się we wsparcie osób koczujących na granicy polsko-białoruskiej, a także tych, które przedostają się na terytorium Polski.

Prezes zarządu PCK Jerzy Bisek zaznaczył, że PCK może działać jedynie w granicach prawa i nie ma możliwości dotrzeć do koczujących, gdyż PCK nie ma możliwości operowania na terenach objętych stanem wyjątkowym - trzykilometrowym pasie wzdłuż granicy polsko-białoruskiej. "Założenie, że będziemy mogli przejść przez szpaler strażników granicznych i spotkać się z uchodźcami w Usnarzu jest całkowicie bezsensowne - my takiej możliwości nie mamy" - zauważył członek zarządu PCK Mariusz Malewicz.

Działacze poinformowali, że zwrócili się w środę do prezydenta, premiera, marszałek Sejmu oraz szefa MSWiA, by uwzględnili oni w rozporządzeniu dot. stanu wyjątkowego możliwość dopuszczenia PCK do działania na terenach objętych stanem wyjątkowym.

Reklama

Członkowie zarządu PCK tłumaczyli, że PCK "pełni jedynie rolę pomocniczą" wobec rządu i dysponuje jedynie pieniędzmi z dotacji celowych, które muszą wydane być w określony sposób, oraz środkami ze zbiórek - dlatego nie dysponują środkami, by zorganizować postulowaną pomoc polegającą na zorganizowaniu m.in ogrzewanych namiotów czy punktów medycznych w strefie przygranicznej.

Reklama

"Nie posiadamy pieniędzy, o których posiadanie posądzają nas protestujący. Nie mamy wolnych środków, które moglibyśmy natychmiast i od ręki, a takie były postulaty, wydać" - powiedział Malewicz. "Te środki, które udaje nam się zebrać, staramy się jak najlepiej spożytkować i wydać w kierunku uchodźców" - dodał.

Prezes zarządu PCK podkreślił także, że Polski Czerwony Krzyż pozostaje w kontakcie ze swoim białoruskim odpowiednikiem, któremu udało się dostarczyć koczującym potrzebne artykuły. "Otrzymaliśmy dziś informację, że Czerwony Krzyż do tej grupy dotarł już po raz trzeci, przekazując koce, śpiwory, środki ochrony zdrowia - a także rzecz prozaiczną, ale proszę zobaczyć, jaka tam jest sytuacja: folie do okrycia namiotów, śpiworów czy innego dobytku" - powiedział członek zarządu PCK Michał Mikołajczyk.

Poinformował także, że PCK organizuje zbiórki na rzecz osób przedostających się na polskie terytorium oraz organizuje wsparcie materialne dla tych, którzy osadzeni są przez Straż Graniczną w tymczasowych ośrodkach. Dodał, że podlaski oddział PCK przygotował także pakiety żywnościowe dla tych, którzy przekraczają granicę.

Według informacji Straży Granicznej, na granicy polsko-białoruskiej w Usnarzu Górnym w woj. podlaskim wciąż koczuje grupa dwudziestu kilku osób chcących przedostać się na polską stronę granicy. Polscy funkcjonariusze podają, że osoby te zmieniają się oraz otrzymują podstawowe artykuły ze strony białoruskiej.

We wtorek rzeczniczka Straży Granicznej ppor. Anna Michalska przekazała, że w poniedziałek SG odnotowała 339 prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej. Od początku września Straż Graniczna odnotowała ponad 5 tys. prób nielegalnego przejścia z Białorusi do Polski.

Od 2 września w przygranicznym pasie z Białorusią, czyli w części województw podlaskiego i lubelskiego, obowiązuje stan wyjątkowy. Obejmuje 183 miejscowości. Został wprowadzony na 30 dni na mocy rozporządzenia prezydenta Andrzeja Dudy, wydanego na wniosek Rady Ministrów. We wtorek rząd zdecydował, że zwróci się do prezydenta o przedłużenie stanu wyjątkowego o 60 dni. Prezydent podpisał wniosek. W czwartek wieczorem Sejm zajmie się rozpatrzeniem wniosku Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej w sprawie wyrażenia zgody na przedłużenie stanu wyjątkowego na obszarze części województwa podlaskiego oraz części województwa lubelskiego, potem odbędzie się głosowanie.