Jest to informacja zdumiewająca z kilku powodów. Po pierwsze, w Polsce mamy dwa poważne podmioty, które próbują swych sił w budowie bezzałogowych statków powietrznych. Z sukcesem robi to Grupa WB, w której w ostatnich latach Skarb Państwa nabył ponad 25 proc. udziałów. Bez sukcesów (miejmy nadzieję, że tylko na razie) robi to zupełnie państwowa Polska Grupa Zbrojeniowa. Na dodatek ta druga otrzymała 800 mln zł, by nauczyć się budować nieco mniejsze bezzałogowce. Można uznać, że to pieniądze wyrzucone w błoto. Zamiast tworzyć potencjał przemysłowy i kupować u siebie, tworzymy potencjał i kupujemy gdzie indziej.
Po drugie, minister stwierdził, że takiej broni nie ma w ofercie przemysłu polskiego. W tym momencie trzeba się podrapać w głowę, by znaleźć sens tych słów. Bardzo wielu produktów, które ostatecznie kupuje Wojsko Polskie, na początku postępowania zakupowego nie ma w ofercie polskiego przemysłu, bo po to, by je uzyskać, potrzebne są prace badawczo-rozwojowe. Jak zauważył Marek Świerczyński z Polityki Insight, to rozjeżdża się z narracją resortu o kupnie fregat w PGZ, bo państwowa grupa obecnie takiego produktu nie proponuje. Podobnie jest z wozem bojowym Borsuk zachwalanym przez ministra, a też jeszcze niegotowym.