Dziś ma się odbyć spotkanie liderów PiS, Solidarnej Polski i Porozumienia poświęcone sytuacji w koalicji. Nie będzie to jednak formalnie posiedzenie rady koalicji. W rządowej większości iskrzy – zarówno w relacjach PiS z Porozumieniem, jak i z Solidarną Polską, czego dowodem jest odwołanie wiceministra aktywów państwowych Janusza Kowalskiego. PiS deklaruje, że partia Ziobry może na to miejsce wskazać innego polityka, ale na razie Solidarna Polska zastanawia się nad politycznymi retorsjami, choć nikt nie zdradza konkretów. – Chwilowo nie wykonujemy pochopnych ruchów, jasno wskazaliśmy w sobotnim komunikacie, że to kara za podkreślanie własnego zdania w kwestiach spornych z PiS – wskazuje jeden z ziobrystów. – Odbieramy to działanie jako próbę zdyscyplinowania nas w tematach dotyczących ustaleń szczytów unijnych czy spraw energetycznych. Wcześniej zostaliśmy też wyrzuceni z TVP, ale jesteśmy konsekwentni. Musi się szybko spotkać rada koalicji, bo nie da się pracować tak, gdy za naszymi plecami wyrzuca się naszych ludzi. To złamanie umowy koalicyjnej, bo zgodnie z nią nie można odwoływać rekomendowanych przez koalicjanta ministrów – dodaje nasz rozmówca.
– To dosyć oczywiste, że Ziobro się odwinie – mówi nam polityk obozu władzy. Inny dodaje, że spodziewał się ostrzejszej reakcji SP zaraz po dymisji. W PiS słyszymy też, że wyrzucenie Janusza Kowalskiego z rządu było kwestią czasu. – Wyrok na niego zapadł już w grudniu. Tak naprawdę czekano tylko na właściwy moment – twierdzi osoba z rządu. Chodziło też o to, by kontrowersyjny minister naraził się nie tylko premierowi Morawieckiemu, lecz także innym wpływowym graczom, w tym swojemu bezpośredniemu przełożonemu z resortu Jackowi Sasinowi. Tak też się stało – wicepremier Sasin nie ukrywa, że powodem dymisji była różnica zdań.
Tę wersję potwierdza sam Janusz Kowalski. – To spór merytoryczny w ramach koalicji dotyczący ustaleń na szczytach Rady Europejskiej w latach 2019–2020, przede wszystkim w sprawie polityki klimatycznej i transformacji energetycznej – twierdzi w rozmowie z DGP.
Dymisja Kowalskiego była na rękę premierowi Mateuszowi Morawieckiemu. Były wiceminister był najbardziej ofensywnym przedstawicielem Solidarnej Polski w rządzie, krytykującym politykę premiera zarówno w kontekście braku weta wobec funduszu odbudowy, jak i całościowej polityki klimatycznej. Solidarna Polska stawia się w roli adwokata polskiego węgla i krytykuje zgodę rządu na unijną politykę Zielonego Ładu oraz związane z tym kolejne ograniczenia w emisji CO2. Napięcia na tej linii narastały zwłaszcza ostatnio. Kwestie klimatyczne związane z modernizacją energetyki mają być jednym z istotnych elementów Nowego Ładu, który wkrótce ma przedstawić premier Mateusz Morawiecki. Tymczasem prezentacja na temat Nowego Ładu wyciekła do mediów (opublikował ją „Puls Biznesu”), o co zaplecze Morawieckiego oskarża polityków Solidarnej Polski. W tym kontekście padały nazwiska Patryka Jakiego lub Janusza Kowalskiego, czemu ziobryści konsekwentnie zaprzeczają.
W kontekście polityki klimatycznej wpływ na decyzję PiS o dymisji Kowalskiego miała też jego ostatnia wyprawa do Bełchatowa, gdzie rozmawiał z górniczymi związkowcami. Te wizyty najwyraźniej przynoszą mu polityczne profity. „Pańska uzasadniona walka z niesprawiedliwą, spekulacyjną ceną za emitowanie CO2 przez polskie firmy energetyczne nie znalazła uznania ministra Sasina, ale przekonała nas – wyborców, że warto stawiać na takich ludzi jak Pan” – napisał po spotkaniu Adam Olejnik, szef Międzyzakładowego Związku Zawodowego „Odkrywka” KWB Bełchatów.
– PiS wie, że transformacja energetyczna oznacza ludzi i branże, które będą na tym tracić. I te grupy dziś wspierają nas. Dla nas to polityczne paliwo i dlatego PiS próbuje nas uciszyć. Ale to nic nie da. Po tym, jak sprzeciwiliśmy się zatwierdzeniu przez rząd Polityki energetycznej Polski do 2040 roku, mamy mnóstwo zaproszeń od związkowców – wskazuje polityk Solidarnej Polski.
– Kowalski przeginał. Jeśli jeździł do związkowców i namawiał ich do protestów, deklarując poparcie SP, to ja się nie dziwię – mówi nam polityk z obozu rządowego.
Nieoficjalnie słyszymy też, że PiS zarzuca Kowalskiemu próby przejmowania posłów. – Próbował skaptować trójkę, w tym Małgorzatę Janowską – twierdzi nasz rozmówca. W PiS potraktowano to jednak jako jeden z ważniejszych zarzutów, tym bardziej że w umowie koalicyjnej znalazły się zapisy zakazujące przyjmowania polityków z partii koalicyjnych. Janowska już zresztą wyraziła na Facebooku swoją krytyczną ocenę dymisji Kowalskiego. W podobnym tonie decyzję PiS skomentował w rozmowie z Onetem działacz tej partii z Rudy Śląskiej Marek Wesoły. „Jeśli w Zjednoczonej Prawicy nie ma miejsca na formułowanie odmiennych poglądów, to jest zły sygnał” – ocenił.
Pytanie, co będzie dalej. – To pytanie nie do mnie, lecz do naszego lidera Zbigniewa Ziobry. Ja poglądów nie zmieniam, dalej będę aktywny w tematyce suwerenności energetycznej. Mam nadzieję, że Zjednoczona Prawica dalej będzie realizować program, który nie zakładał zaostrzenia polityki klimatycznej – komentuje Janusz Kowalski. Zdymisjonowany minister wciąż ma nadzieję, że uda się przeprowadzić do końca reformę kodeksu spółek handlowych, nad którą pracował wspólnie z Ministerstwem Sprawiedliwości. W rządzie słyszymy, że nikt tego projektu jeszcze na oczy nie widział, co ma świadczyć o tym, że Kowalski za mało skupiał się na merytorycznej pracy, a za bardzo na budowaniu swojej politycznej pozycji. – To bzdury. Kończy się faza konsultacji projektu, za półtora tygodnia powinien się nim zająć Stały Komitet Rady Ministrów – ripostuje jeden z ziobrystów.
PiS zafundował sobie spięcie z Solidarną Polską w momencie, gdy na drugim skrzydle koalicji w Porozumieniu trwa spór, o podsycanie którego zwolennicy Jarosława Gowina wprost oskarżają Nowogrodzką. Stosunki Gowina z Ziobrą ostatnio były dosyć chłodne, ale w tym przypadku łączy ich wspólny interes. – Odwołanie ministra Solidarnej Polski bez zgody tego ugrupowania to złamanie umowy koalicyjnej – słyszymy od polityków Porozumienia. Sytuacja Porozumienia jest przeciwna. Jarosław Gowin wnioskował ostatnio o zdymisjonowanie z rządu trzech polityków Porozumienia, którzy poparli Adama Bielana, ale premier tego nie zrobił. W PiS można usłyszeć, że dymisja Kowalskiego teraz to próba wyczyszczenia sytuacji w koalicji i zdyscyplinowania koalicjantów przed uruchomieniem politycznej ofensywy, której głównym elementem ma być Nowy Ład. ©℗