Dziś ma się odbyć spotkanie liderów PiS, Solidarnej Polski i Porozumienia poświęcone sytuacji w koalicji. Nie będzie to jednak formalnie posiedzenie rady koalicji. W rządowej większości iskrzy – zarówno w relacjach PiS z Porozumieniem, jak i z Solidarną Polską, czego dowodem jest odwołanie wiceministra aktywów państwowych Janusza Kowalskiego. PiS deklaruje, że partia Ziobry może na to miejsce wskazać innego polityka, ale na razie Solidarna Polska zastanawia się nad politycznymi retorsjami, choć nikt nie zdradza konkretów. – Chwilowo nie wykonujemy pochopnych ruchów, jasno wskazaliśmy w sobotnim komunikacie, że to kara za podkreślanie własnego zdania w kwestiach spornych z PiS – wskazuje jeden z ziobrystów. – Odbieramy to działanie jako próbę zdyscyplinowania nas w tematach dotyczących ustaleń szczytów unijnych czy spraw energetycznych. Wcześniej zostaliśmy też wyrzuceni z TVP, ale jesteśmy konsekwentni. Musi się szybko spotkać rada koalicji, bo nie da się pracować tak, gdy za naszymi plecami wyrzuca się naszych ludzi. To złamanie umowy koalicyjnej, bo zgodnie z nią nie można odwoływać rekomendowanych przez koalicjanta ministrów – dodaje nasz rozmówca.
– To dosyć oczywiste, że Ziobro się odwinie – mówi nam polityk obozu władzy. Inny dodaje, że spodziewał się ostrzejszej reakcji SP zaraz po dymisji. W PiS słyszymy też, że wyrzucenie Janusza Kowalskiego z rządu było kwestią czasu. – Wyrok na niego zapadł już w grudniu. Tak naprawdę czekano tylko na właściwy moment – twierdzi osoba z rządu. Chodziło też o to, by kontrowersyjny minister naraził się nie tylko premierowi Morawieckiemu, lecz także innym wpływowym graczom, w tym swojemu bezpośredniemu przełożonemu z resortu Jackowi Sasinowi. Tak też się stało – wicepremier Sasin nie ukrywa, że powodem dymisji była różnica zdań.