"Celem europejskiego programu szczepień jest wyszczepienie 70 proc. społeczeństw, by można było w pandemii wrócić do normalnego życia" – powiedział Halicki. Dodał, że miałoby to potrwać do lipca tego roku, i do tego czasu "Komisja Europejska tworzy warunki w których wszystkie rządy mogą i powinny ten cel skutecznie zrealizować". Podkreślił, że "nie ma polskiego programu szczepień", który realizowałby ten cel europejski.

"Większość krajów opublikowała dokumenty strategiczne, jak ten cel osiągnąć. Żeby to zrobić skutecznie, KE postawiła na dwa bardzo ważne aspekty tego procesu. Nie pozwoliła, aby słabsze państwa i rządy były mniej bezpiecznie. Wynegocjowała ceny (szczepionek) nieosiągalne dla najsilniejszych rządów, nawet tych, na których terenie są produkowane szczepionki. To towar dzisiaj reglamentowany, najcenniejszy. Musimy być bezpieczni, gwarantuje nam to dzisiaj Komisja Europejska, zamawiając ponad miliard szczepionek" – mówił Halicki.

Przypomniał, że łączna wartość sześciu kontraktów – w tym umów na preparaty, których jeszcze nie ma na rynku – to 2,3 mld szczepionek dla krajów członkowskich. Zwrócił uwagę, że Wielka Brytania i USA płacą za szczepionki wytwarzane w ich kraju więcej niż państwa UE.

Za istotną uznał też zasadę, że nie ma pośredników, kontrakty realizują rządy państw członkowskich, a szczepionki przysługują krajom członkowskim zgodnie z algorytmem uwzględniającym liczbę mieszkańców.

Zarzucił rządowi, że rezygnując z prawa do zakupu ponad 6 mln szczepionek Moderny, przesunął Polskę "do puli państw małych", z algorytmem wyliczonym dla mniejszej liczby ludności. Nazwał to "skandaliczną, szkodliwą dla Polaków decyzją".

"Pytamy o to, co skłoniło, by nie wziąć tej puli; być może cena?" – mówił, dodając, że "oszczędzać na zdrowiu, kiedy alternatywa jest niepewna", oznacza niewypełnienie obowiązków premiera i ministra zdrowia. "To jest coś, czym powinna się zająć prokuratura" – ocenił Halicki.

Jak powiedział, "polski rząd jest jedynym, który nie przedstawił liczb" dotyczących harmonogramu dostaw. Wytknął też rządowi, że ten nie interweniował na poziomie KE po zapowiedzi ograniczenia dostaw. "Rząd nie może oszukiwać Polaków w tak fundamentalnej kwestii jak brak programu szczepień, który mógłby zrealizować europejski cel, inaczej będziemy zagrożeniem dla Europy i samych siebie" – powiedział Halicki.

Arłukowicz, odnosząc się do kolejności szczepienia nauczycieli, za konieczne uznał zaszczepienie najpierw tych, którzy prowadzą zajęcia stacjonarne – z klasami I-III szkoły podstawowej oraz wychowawców przedszkolnych. "Ci, którzy prowadzą lekcje z najmłodszymi dziećmi, powinni już dawno być zaszczepieni przed tym, jak rozpoczęli pracę w szkole" - zaznaczył. W kolejnych turach - i przed powrotem do szkół - powinni według Arłukowicza być szczepieni ci, którzy będą wracać do stacjonarnej pracy z uczniami wyższych klas. "Oczywiście czynnik wieku także jest bardzo ważny, ale najważniejsze jest to, żeby zaszczepić nauczycieli, ktorzy już fizycznie pracują w szkole" - powiedział.

Wzywał też do objęcia szczepieniami osób chorych na raka i utworzenia dla nich osobnej szybkiej ścieżki szczepienia. "Ludzie z rakiem powinni zostać zaszczepieni w trybie pilnym; mają chemioterapię, radioterapię i muszą wracać do szpitali" – podkreślił. Powołał się na opinię szefowej Europejskiej Agencji Leków o konieczności jak najszybszego zaszczepienia przeciw COVID-19 chorych na raka.

Arłukowicz zwrócił uwagę, że komisarz zdrowia Stella Kyriakides ma przedstawić strategię Komisji Europejskiej walki z nowotworami. "Pierwszy raz tak naprawdę Europa staje w sposób realny do walki z rakiem. Pojawią się pewnie miliardy euro, ogólnoeuropejskie rozwiązania" – mówił. "W toku walki z pandemią obok toczy się druga walka – walko o ludzi z rakiem, którzy w pandemii często zostali sami, cierpią i walczą z rakiem często w samotności” – dodał Arłukowicz.

Posłowie podkreślili też, że oświadczenie wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego w sprawie zakupu respiratorów przez resort zdrowia, kiedy jego szefem był Łukasz Szumowski, nie zamyka sprawy. Według Halickiego "to dopiero początek sprawy". Zakup respiratorów, które nie zostały dostarczone, uznał za "konsekwencję strategii walki z Unią Europejską" i przejaw "nonszalancji, skandalicznego traktowania partnerów w UE". Mówił, że polski rząd przed rokiem nie uczestniczył w pracach komitetu bezpieczeństwa zdrowotnego ani we wspólnych przetargach na sprzęt ochronny i ratunkowy.

Dziękował ministrowi sprawiedliwości-prokuratorowi generalnemu Zbigniewowi Ziobrze. "To on doprowadził - przynajmniej tak mi się wydaje - do usunięcia największego szkodnika w pierwszym czasie pandemii, tego, który sprowadził zagrożenie dla życie Polaków - ministra Szumowskiego" - powiedział Halicki. "To nie zamyka sprawy, którą powinien poprowadzić dalej prokurator" - dodał.

Według Arłukowicza oświadczenie Kaczyńskiego pokazuje, jak "głęboko nie rozumie on zasad funkcjonowania państwa prawa".

Chodzi o umowę, którą Ministerstwo Zdrowia podpisało wiosną 2020 roku ze spółką należącą - jak donosiły media - do handlarza bronią. Firma E&K, która miała dostarczyć 1241 respiratorów, nie wywiązała się jednak ze zobowiązań - dostarczyła jedynie 200 sztuk, mimo że rząd wcześniej wpłacił jej 154 miliony złotych zaliczki (cała umowa opiewała na 200 mln zł). W związku z niedotrzymaniem terminu dostaw, resort zdrowia odstąpił od umowy i otrzymał zwrot przedpłaty w kwocie ponad 14 mln euro. Na firmę nałożono też kary umowne w wysokości 10 proc. wartości niezrealizowanego zamówienia, a za opóźnienie w dostawie w wysokości 0,2 proc. wartości dostawy za każdy dzień zwłoki. Sprawę badała prokuratura.

W zeszłym tygodniu na stronach KPRM ukazało się oświadczenie w tej sprawie wicepremiera Kaczyńskiego. "Oświadczam, że po zapoznaniu się ze sprawą zakupu respiratorów w kwietniu 2020 r., mogę stwierdzić, iż decyzja o skorzystaniu z firmy E&K została podjęta w oparciu o informacje przekazane przez służby specjalne, które nie dostrzegały przeciwwskazań do podjęcia takiej współpracy" - czytamy w oświadczeniu.

W poniedziałek minister zdrowia Adam Niedzielski poinformował, że obecnie mamy zakontraktowanych blisko 100 mln dawek szczepionek przeciw COVID-19. "Ponieważ jedna z tych szczepionek - Jonhson&Jonhson jest jednodawkowa, to oznacza, że zakontraktowany potencjał wystarczy na wyszczepienie 58 mln ludzi. Co - jak widać - w pełni zabezpiecza populację" - powiedział.