Premier Aleksis Tsipras nie okazał się cudotwórcą i nie postawił na nogi gospodarki Hellady. Dlatego stopniowo traci poparcie społeczne. Na razie nastroje w kraju poprawiają kolejne rekordy bite przez branżę turystyczną. W lipcu 2016 r. do Grecji przyjechało 9,1 proc. więcej turystów niż w lipcu ubiegłego roku. Hellada jest więc na najlepszej drodze, aby przebić w tym roku psychologiczną barierę 25 mln przyjezdnych. Branżowa federacja SETE przewiduje, że rezerwacje będą się utrzymywać na bardzo wysokim poziomie nawet w październiku.
Grecja na tle strefy euro / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama

Reklama
Sami hotelarze nie wyciągną jednak Grecji z kryzysu. Pomimo doskonałych wyników branży turystycznej grecka gospodarka skurczyła się w drugim kwartale o 0,7 proc. w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku. Zgodnie z prognozami Międzynarodowego Funduszu Walutowego PKB w 2016 r. jeszcze będzie się kurczył (o 0,6 proc.), ale w przyszłym roku gospodarka powinna odnotować wzrost na poziomie 2,7 proc.
Tłumy na greckich plażach nie będą też interesować międzynarodowych wierzycieli, którzy zjawią się w Atenach pod koniec sierpnia, aby przyjrzeć się postępowi reform. Od tego zależy wypłata kolejnej, wrześniowej transzy środków w ramach trzeciego pakietu pomocowego dla Grecji, tym razem w wysokości 2,8 mld euro. Wartość trzeciego bailoutu Grecji to łącznie 86 mld euro, z których do tej pory wypłacono 28,9 mld.
Negocjacjom nad wypłatą następnej transzy z pewnością będzie towarzyszyć kolejna odsłona przeciągania liny między Atenami a Brukselą. Tym bardziej że premier Aleksis Tsipras znów zamierza przekonywać liderów państw strefy euro do redukcji zadłużenia kraju. Na razie jednak europejscy politycy nie chcą słyszeć o żadnym zmniejszeniu długu. Jak przypomina Jeroen Dijsselbloem, szef Eurogrupy, pieniądze w ramach pakietu pomocowego pożyczane są Grecji na bardzo dobrych warunkach. Dla przykładu Ateny zaczną spłacać czerwcową transzę środków pomocowych (wtedy Ateny otrzymały 7,5 mld euro) w czerwcu 2034 r. Ostatnią ratę kraj będzie musiał spłacić do 21 czerwca 2059 r. Bardziej przychylni Grecji przywódcy nie wykluczają redukcji długu, ale uważają, że takie rozmowy można rozpocząć dopiero po zakończeniu programu pomocowego w drugiej połowie 2018 r.
Tsipras wciąż liczy na to, że do takich rozmów dojdzie wcześniej. Premier potrzebuje bowiem czegoś, aby móc się pochwalić przed wyborcami. Od kilku miesięcy Syriza przegrywa w sondażach z Nową Demokracją, czyli partią, której Tsipras odebrał władzę na początku 2015 r. Przewidując kiepski wynik wyborczy, premier chciał nawet pod koniec ubiegłego miesiąca zmienić ordynację wyborczą, żeby usunąć z niej zapis o 50 dodatkowych miejscach w parlamencie dla ugrupowania, które wygrywa wybory. Bez tego bonusu utworzenie nowego rządu bez Syrizy na wypadek przyspieszonych wyborów byłoby niemożliwe.
Plan się nie udał, ale Tsipras przeforsował za to poprawkę, zgodnie z którą głosować można teraz od 17. roku życia, a młodzież była wśród jego wyborców nadreprezentowana. Premier będzie musiał także uspokoić nastroje wewnątrz partii przed zbliżającym się w październiku kongresem. Prawdopodobnie w celu podreperowania sondaży w drugiej połowie września ogłosi też poważną rekonstrukcję rządu.
To może być jednak za mało, żeby pomóc Tsiprasowi. W rok po podpisaniu trzeciego bailoutu Grecji wciąż daleko do stanięcia na nogi o własnych siłach. Kraj wciąż jest odcięty od rynków kapitałowych i musi polegać na finansowej kroplówce wierzycieli, aby pokrywać swoje potrzeby budżetowe, głównie związane ze spłatą wcześniejszych zobowiązań. Fatalna jest sytuacja społeczna.
Z danych greckiego urzędu statystycznego wynika, że począwszy od 2010 r. wydatki gospodarstw domowych na żywność wzrosły przeciętnie o 2,5 pkt proc., co generalnie jest konsekwencją zubożenia społeczeństwa (bogatsze społeczeństwa mają niski udział żywności w wydatkach). Podobnie wzrósł udział wydatków mieszkaniowych. Bezrobocie utrzymuje się na wysokim poziomie, a o skali problemu świadczy wzrost liczby osób żyjących w gospodarstwach domowych, w których nikt nie pracuje. W przypadku dzieci i młodzieży w wieku do 17 lat wzrósł on z 6,3 proc. w 2010 r. do 11,5 proc. w 2015 r., a wśród osób w wieku 18–60 lat ten odsetek zwiększył się w tym czasie z 10,3 do 18,1 proc.
Według prognoz PKB kraju w 2016 r. jeszcze zmaleje (o 0,6 proc.)