W piątek prezydent Petro Poroszenko złożył kwiaty i zapalił znicz pod Pomnikiem Ofiar Rzezi Wołyńskiej na warszawskim Żoliborzu. To znaczący gest, być może najważniejszy ze wszystkich wołyńskich gestów dotychczasowych ukraińskich prezydentów.
Z informacji DGP wynika, że z inicjatywą, by uczcić pamięć ofiar czystek etnicznych na Wołyniu, wyszła administracja prezydenta Ukrainy. Była to spontaniczna decyzja, ponieważ Poroszenko według ostatecznej wersji programu wizyty w Polsce miał się koncentrować wyłącznie na szczycie Sojuszu. Prezydent trafił ze swoim gestem w dziesiątkę, ponieważ w ostatnich dniach dialog historyczny między Polską a Ukrainą przerodził się we własną karykaturę. Wyglądało to tak, jakby w okresie między kończącym się Euro 2016 a rozpoczynającymi się wkrótce igrzyskami w Rio de Janeiro ktoś postanowił zorganizować dodatkowy turniej dla „pożytecznych idiotów”.
Kulminacją była czwartkowa decyzja kijowskiej rady miejskiej, by jednej z ulic nadać imię Stepana Bandery. Człowieka, który co prawda osobiście za Wołyń nie odpowiada (siedział wówczas w niemieckim obozie), ale we wcześniejszych latach dał swoim rodakom podbudowę ideologiczną, która sprawiła, że masowe mordy w imię czystego etnicznie państwa ukraińskiego stały się dla nich akceptowalne. Budujące, że decyzja radnych spotkała się z dość powszechnym niezadowoleniem ukraińskich elit. Wprawdzie bardziej ze względu na termin jej podjęcia, a nie jej meritum, ale dobre i to.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.