Sojusz nie zmieni strategii obrony istotnej dla Polski. Podczas szczytu zostanie zaakcentowane, że pakt ma charakter nuklearny. Dziś odbędzie się kolejna runda spotkań ministrów obrony państw członkowskich Sojuszu Północnoatlantyckiego. Jest to ostatnie spotkanie robocze przed szczytem NATO w Warszawie, który rusza za trzy tygodnie. Wczoraj wieczorem politycy debatowali m.in. o wzmocnieniu wschodniej flanki.
Reklama
Podejmiemy decyzję o rozmieszczeniu czterech rotacyjnych, silnych batalionów międzynarodowych w Estonii, na Łotwie, Litwie i w Polsce – zapowiadał sekretarz generalny Sojuszu Norweg Jens Stoltenberg.

Reklama
Jak podało radio RMF FM, batalionową grupą bojową w Polsce mają dowodzić Amerykanie. Wiadomo, że pozostałymi dwoma tzw. państwami ramowymi mają być Wielka Brytania i Niemcy. Bo choć oddziały są międzynarodowe, to każdy z nich musi mieć jasno zdefiniowane dowództwo, a kraj, który je tworzy, siłą rzeczy deleguje także dużą liczbę żołnierzy oraz sprzętu. Właśnie na tym spotkaniu ministrów ma być ustalone, kto będzie dowodził i odpowiadał za czwarty batalion.
Wariantów jest kilka. W ostatnim czasie rozmowy na ten temat toczyły się m.in. z Kanadą, której żołnierze ćwiczą w Polsce od wielu miesięcy. Ale przedstawiciele tego kraju nie chcieli się zgodzić na takie rozwiązanie (nie wiadomo, czy uda się ich przekonać). Jak mówi nam osoba blisko związana z resortem obrony, rozmowy w tej sprawie toczą się także z Francuzami, a to wszystko skorelowane jest jeszcze z przetargiem na śmigłowce wielozadaniowe, w którym francuskie caracale wybrał poprzedni rząd, ale obecny wciąż nie podjął decyzji, czy faktycznie chce je kupić, czy postawić jednak na inny produkt. Wydaje się, że prosta umowa „batalion za śmigłowce” jest mało realna. Jeszcze innym rozważanym wariantem było zgłoszenie się Polski wspólnie z państwami Grupy Wyszehradzkiej, by przejąć odpowiedzialność za jeden z batalionów w którymś z krajów bałtyckich. To możliwe scenariusze, ale wcale nie jest powiedziane, że ministrowie nie zdecydują się jeszcze na coś innego. Do zamknięcia DGP decyzji nie poznaliśmy. Ton urzędników jest jednak dosyć optymistyczny. – Na miesiąc przed szczytem w Warszawie mogę potwierdzić, że jesteśmy na dobrej drodze, aby przezwyciężyć nierównoprawny status bezpieczeństwa „starych” i „nowych” państw członkowskich NATO – stwierdził wczoraj minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski, otwierając Forum Militarne zorganizowane przez Narodowe Centrum Studiów Strategicznych. W podobnym tonie wypowiadał się Bartłomiej Misiewicz, rzecznik resortu obrony. – W związku ze wszystkimi zapewnieniami sojuszników już dzisiaj wiemy, że stanowisko NATO w kwestii flanki wschodniej jest mocniejsze i dalej idące, niż to było ustalone na szczycie w Newport dwa lata temu. Na szczegóły trzeba jednak poczekać – prosił wczoraj w rozmowie z DGP o cierpliwość.
Wiadomo, że podczas kończącego się dziś spotkania ma zostać ustalona większość szczegółów, jeśli chodzi o wspomnianą flankę wschodnią. Poza tym na agendzie było wzmocnienie obecności Sojuszu w Rumunii (po to, by, cytując jednego z urzędników NATO, „Morze Czarne nie stało się wewnętrznym jeziorem Rosji”), a także zredefiniowanie działania Sojuszu na flance południowej. Niektóre z wypracowanych decyzji oficjalnie zostaną ogłoszone w Warszawie. – Myślę, że na szczycie mocno zostanie zaakcentowane to, że NATO jest sojuszem nuklearnym. Mimo że nie wszystkie kraje tego rodzaju broń posiadają – mówi nam jeden z urzędników polskiego MSZ, który bierze udział w przygotowaniach do konferencji. Na warszawski szczyt, który odbędzie się w dniach 8–9 lipca, przyjadą m.in. prezydent USA Barack Obama i czołowi politycy z Europy, Kanady i Turcji. ©?
Ostatnie dni Anakondy
Ćwiczenia wojskowe pod tym kryptonimem zaczęły się tydzień temu i potrwają do piątku. Jak podaje Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych, w czterech komponentach: lądowym, powietrznym, morskim i wojsk specjalnych, ćwiczy 31 tys. żołnierzy. W tym ok. 12 tys. żołnierzy polskich, nieco więcej Amerykanów i ponad tysiąc Hiszpanów. Zaangażowanych jest ponad 3 tys. różnego rodzaju pojazdów, 105 statków powietrznych oraz 12 okrętów marynarki wojennej.
Dotychczas mogliśmy oglądać m.in. zbudowanie przez saperów z Niemiec i Wielkiej Brytanii przeprawy przez Wisłę czy wspólne działanie międzynarodowej brygady polsko-litewsko-ukraińskiej. Co ciekawe, w ramach ćwiczenia desantowało się w Polsce ponad 2 tys. Amerykanów – skakał nawet jeden z dowódców w randze generała. W trakcie ćwiczeń miała być także sprawdzona reakcja na zakłócenie łączności – czyli przećwiczenie komunikacji przez inne kanały. Dziś i jutro ćwiczone będzie jeszcze m.in. wspólne prowadzenie ostrzału przez artylerię i samoloty wielozadaniowe.
Ćwiczenie Anakonda mimo że jest cykliczne i odbywa się co dwa lata, po raz pierwszy prowadzone jest na tak dużą skalę. Wzbudziło to m.in. nieprzychylne komentarze w Rosji. Warto jednak pamiętać, że w ostatnich latach Rosjanie przeprowadzali manewry, w których brało udział po 150–160 tys. żołnierzy, i wykorzystywano znacznie większe siły niż obecnie w Polsce.