Konferencja klimatyczna COP21 to jedno, a europejska polityka klimatyczna – coś zupełnie innego. Wymiar globalny i europejski są ze sobą ściśle związane, ale reguły rządzące unijnymi politykami ochrony klimatu różnią się od tych regulujących światowe porozumienia.
Reklama
Inaczej nazywane są jednostki emisyjne, inne są lata bazowe, od których liczy się cele redukcyjne, inaczej postrzegana jest rola lasów w stabilizacji ziemskiego klimatu, który to temat przykuwa uwagę nowego ministra środowiska.
Wynik negocjacji paryskich najprawdopodobniej jednak zaostrzy apetyty na zwiększenie celu redukcyjnego UE. Określony obecnie na „co najmniej” – która to fraza bynajmniej nie znalazła się w konkluzjach Rady Europejskiej przypadkiem – 40 proc. w stosunku do 1990 r. cel będzie wdrażany poprzez wiele regulacji i aktów prawnych składających się na pakiet klimatyczny 2030. Choć unijni przywódcy w październiku 2014 r. uzgodnili wiele technicznych kwestii dotyczących architektury polityki klimatyczno-energetycznej po 2020 r., m.in. rozłożenie obowiązków redukcyjnych pomiędzy sektory objęte i nieobjęte systemem handlu uprawnieniami do emisji CO2, określenie wolumenu uprawnień do sprzedaży na aukcjach czy zwiększenie liniowego współczynnika redukcji emisji jest nadal przed nami.
Decyzje dotyczące zobowiązań redukcyjnych państw członkowskich (czyli celów w takich sektorach, jak rolnictwo, budownictwo czy gospodarka odpadami), jak i funkcjonowania mechanizmów finansowych mających wspierać niskoemisyjną modernizację w Polsce i innych mniej zamożnych krajach UE, będą zapadać w kolejnych latach. Właśnie w tych kwestiach Polska może zabiegać o wprowadzenie rozwiązań, które obok już uzyskanych mechanizmów osłonowych pomogą zmobilizować środki finansowe na niskoemisyjną transformację.
Przede wszystkim polski rząd powinien się zaangażować w negocjacje aktów legislacyjnych wdrażających cele klimatyczno-energetyczne do 2030 r. W negocjacjach celów redukcyjnych dla krajów członkowskich Polska powinna zabiegać o możliwość ich realizacji poprzez wewnątrzunijne mechanizmy offsetowe. Takie rozwiązanie wspierałoby wykorzystanie potencjału redukcyjnego w mniej zamożnych państwach UE, w tym w Polsce, pomagając krajom bogatszym w osiąganiu ich celów przy jak najmniejszych kosztach. Jednocześnie polscy negocjatorzy powinni sprzeciwiać się możliwości offsetowania celów redukcyjnych w krajach poza UE.
Takie stanowisko byłoby racjonalne i konstruktywne w kontekście spodziewanej debaty o zwiększeniu klimatycznych ambicji Unii. W dyskusjach o wydatkowaniu środków z funduszu modernizacyjnego priorytetem powinno być poszukiwanie możliwości pomnożenia dostępnych środków, szacowanych na 2–5 mld euro (ich wartość będzie zależeć od ceny uprawnień). Polska powinna zabiegać w negocjacjach dotyczących zasad przyznawania środków z funduszu na rzecz innowacji, aby środki trafiały do projektów realizowanych we wszystkich krajach członkowskich.
Szanse na uzyskanie kolejnych funduszy na niskoemisyjną modernizację (obok wymienionego już funduszu modernizacyjnego, ale także dodatkowych uprawnień, które Polska otrzyma jako mniej zamożny kraj UE, oraz możliwości przyznania bezpłatnych uprawnień sektorowi elektroenergetycznemu) w dużej mierze będą zależeć od wiarygodności krajowych strategii niskoemisyjnego rozwoju. Już dziś wiadomo, że propozycje wsparcia budowy nowych – nawet efektywnych – mocy węglowych raczej nie spotkają się z entuzjazmem unijnych partnerów. Stąd formułując swoje stanowisko negocjacyjne, polski rząd powinien w sposób pragmatyczny dążyć do wykorzystania modernizacyjnej szansy, jaką daje klimatyczna agenda UE. To, co w UE wydarzy się pojutrze, będzie bowiem dla polskiej gospodarki znacznie bardziej istotne niż to, co wydarzyło się na konferencji w Paryżu.