Przejęcie przez Front Narodowy władzy w kilku regionach ma pomóc jego liderce Marine Le Pen w wyborach prezydenckich w 2017 r.
Reklama
Front Narodowy triumfuje. Niezależnie od tego, jakie będą wyniki zaplanowanej na najbliższą niedzielę drugiej tury wyborów regionalnych we Francji, kierowana przez Marine Le Pen skrajna prawica osiągnęła najlepszy rezultat w historii i potwierdziła, że jest obecnie najpopularniejszą partią polityczną w kraju.
Po przeliczeniu wszystkich głosów z niedzielnej pierwszej tury okazało się, że Front Narodowy poparło nieco ponad 28 proc. wyborców. To mniej, niż wskazywały sondaże exit polls, według których miał on przekroczyć poziom 30 proc., ale i tak wystarczyło, aby o punkt procentowy wyprzedzić Republikanów (pod tą nazwą występuje obecnie kierowana przez Nicolasa Sarkozy’ego centroprawica), a rządzącą Partię Socjalistyczną – o sześć punktów. To najlepszy wynik, jaki kiedykolwiek Front Narodowy uzyskał w jakichkolwiek ogólnokrajowych wyborach. Co ważniejsze, jego kandydaci prowadzą w sześciu z 13 regionów metropolitalnej Francji i trudno przypuszczać, by w którymś z nich nie przejęli władzy.

Reklama
– Te wybory potwierdziły to, na co wskazują sondaże – że Front jest najpopularniejszą partią polityczną we Francji. Wzywam wszystkich, którzy czują się patriotami, by odwrócili się od starej klasy politycznej, która ich oszukuje, i niezależnie od tego, na kogo głosowali, dołączyli do nas w niedzielę – mówiła Marine Le Pen, która startuje w regionie Nord-Pas-de-Calais-Pikardia.
Dotychczasowy bastion socjalistów zmaga się z wysokim bezrobociem i nie radzi sobie z imigrantami, którzy koczują w Calais, próbując się przedostać do Wielkiej Brytanii. Do zwycięstwa nacjonalistów w pewnej mierze przyczyniły się listopadowe ataki terrorystyczne w Paryżu, choć i przed nimi Front wyprzedzał w sondażach socjalistów i walczyłby o pierwsze miejsce z Republikanami. Natomiast mimo że po atakach znacząco zwiększyła się aprobata dla prezydenta François Hollande’a, nie przełożyło się to w żaden sposób na poparcie dla jego Partii Socjalistycznej, która prowadzi tylko w dwóch regionach i w najlepszym wypadku po drugiej turze rządzić będzie w trzech.
Zgodnie z dość skomplikowaną ordynacją wyborczą, jeśli żadne z ugrupowań nie zdobędzie w regionie 50 proc. głosów w pierwszej turze, do drugiej przechodzą te, które uzyskały przynajmniej 10 proc. W drugiej mandaty w radach regionalnych rozdzielane są proporcjonalnie, z tym że zwycięska partia otrzymuje bonus w postaci dodatkowych 25 proc. miejsc w radzie. To oznacza, że zwykle do samodzielnych rządów w regionie wystarczy uzyskać jedną trzecią oddanych głosów.
Aby powstrzymać Front Narodowy, Partia Socjalistyczna wezwała wczoraj Republikanów do zawarcia taktycznego sojuszu. Socjaliści zdecydowali, że wycofają swoje listy w dwóch regionach, w których nacjonaliści uzyskali najlepszy wynik – Nord-Pas-de-Calais-Pikardia oraz Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże – i wezwali wyborców, by poparli centroprawicę.
Ale wydaje się, że jest to raczej symboliczny gest, bo w obu Front ma przewagę, która powinna wystarczyć do zdobycia władzy. Aby taki sojusz przeciwko Frontowi zadziałał, należałoby wycofać listy w tych regionach, gdzie jego przewaga jest niewielka. Na to jednak socjaliści się nie zdecydowali, zaś szef Republikanów Nicolas Sarkozy w ogóle odrzucił taką ideę. – Werdykt wyborców jest jasny i musimy go wysłuchać. To przejaw, że wyborcy oczekują głębokich zmian w kraju – oświadczył były prezydent.
Wygląda zatem, że na wspomnianych dwóch regionach może się nie skończyć. Ponieważ nie jest wymagana bezwzględna większość i można przypuszczać, że w drugiej turze głosy będą się rozkładać w miarę podobnie, ugrupowanie Marine Le Pen ma spore szanse na zdobycie także dwóch wschodnich regionów – Alzacja-Szampania-Ardeny-Lotaryngia oraz Burgundia-Franche-Comté. Biorąc pod uwagę, że nigdy ono jeszcze nie sprawowało władzy w żadnym francuskim regionie, przejęcie tylko dwóch byłoby dobrym wynikiem. Wszystko, co ponadto, będzie z punktu widzenia Frontu ogromnym sukcesem.
Ale ambicje Marine Le Pen sięgają dalej. 47-letnia córka założyciela partii, Jean-Marie Le Pena, ogłosiła, że w 2017 r. ponownie wystartuje w wyborach prezydenckich i wygląda na to, że osiągnie w nich lepszy wynik niż w 2012 r. Według sondaży powinna ona przejść do drugiej tury wraz z kandydatem Republikanów, którym najprawdopodobniej będzie Sarkozy albo były premier Alain Juppe, ale z obydwoma w decydującym starciu wyraźnie przegrywa. Jednak to, że Sarkozy odrzucił pomysł socjalistów, by zawrzeć taktyczny sojusz przeciw Frontowi – na którym Republikanie wyszliby znacznie lepiej – świadczy, że nie lekceważy Le Pen. Gdyby wskutek takiego układu Front został zatrzymany, w wyborach prezydenckich Le Pen mogłaby przekonywać, że tradycyjne partie dogadują się między sobą, lekceważąc wolę wyborców, a jej ugrupowanie zasługuje na szansę.
Sarkozy zapewne uznał, że lepiej, by Front przejął władzę w dwóch-trzech regionach – które zresztą nie mają wielkich kompetencji – co utrąci ten argument. Poza tym może liczyć, że sprawowanie rządów i mierzenie się z realnymi problemami, a nie tylko krytykowanie innych, osłabi popularność liderki skrajnej prawicy. Marine Le Pen liczy na efekt dokładnie odwrotny – że rozwiązując realne problemy, przekona rodaków, iż zasługuje na Pałac Elizejski.