Sztabińska: Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po Jarka stronie

konferencje - rising stars - Jadwiga Sztabińska
Jadwiga Sztabińska, redaktor naczelna Dziennik Gazeta Prawna / Wojtek Gorski
4 grudnia 2015

Minęły zaledwie miesiąc z niewielkim okładem od wyborów parlamentarnych i dwa tygodnie od powołania nowego rządu, a na scenie politycznej wrze, jakby co najmniej dwa lata opozycja toczyła boje z partią rządzącą.

I to bez żadnych wymiernych rezultatów, bo przecież Prawo i Sprawiedliwość rządzi samodzielnie. Absolutnie samodzielnie. Prezydent pochodzący z tej partii też jak na razie atmosfery nie uspokaja, a wręcz ją podgrzewa. Ci, którzy pamiętają rządy PiS wraz koalicjantami w latach 2005–2007, wiedzą, że do końca tej ledwie rozpoczętej czteroletniej kadencji inaczej nie będzie. A tych, którzy nie mieli o tym pojęcia, uprzedzam: jest i będzie jak u Hitchcocka, czyli najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie tylko rośnie. W sumie to po letnich niczym woda w kranie rządach PO-PSL zrobiło się nawet ciekawie. Powiedziałabym jednak, że chwilami za ciekawie. Tak się bowiem składa, że społeczeństwo przestaje się orientować, o co akurat spór się toczy. Choć z dużym zainteresowaniem obserwuje różne „nocne zmiany”, „blitzkriegi” i hasła typu „naród ponad prawem”, które zapewniają efekt wysokiego naprężenia relacji społecznych oraz wrażenie (a nawet pewność) działania poza prawem. I nie ma nic przeciwko takim działaniom – jeśli wierzyć sondażom, to poparcie dla rządzącej opcji politycznej rośnie. Ale nie można stwierdzić, że większości Polaków takie sprawowanie władzy się podoba. Czyli znowu mamy skutek w postaci silnie zarysowanego podziału, który tylko się będzie pogłębiał. Na razie demonstrowany przez posłów w parlamencie (notabene dyskusje w polskim Sejmie zaczynają przypominać te we włoskim parlamencie, czekam teraz na bijatyki) i w niewielkim wymiarze w demonstracjach za i przeciw temu, co z obsadzaniem stanowisk w Trybunale Konstytucyjnym się dzieje (albo raczej zadziało). Oraz przez komentatorów.

No właśnie, Trybunał Konstytucyjny. Czy rozumieją państwo zamieszanie wokół niego? Pytam, bo gdziekolwiek się odwrócę, słyszę, że żaden zwykły obywatel nie wie, o co chodzi w tej awanturze. I jestem nawet skłonna w to uwierzyć, skoro sprawa ma charakter prawny (interpretacji zwykle jest więcej niż jedna), a w tle stoją państwo i władza. Przy takiej mieszance nietrudno wpaść w stupor. Zwłaszcza że zewsząd dochodzą głosy o zamachu na instytucje demokratyczne, zawłaszczaniu niezawisłych sądów, myleniu ról, stosowaniu kruczków prawnych albo w ogóle obchodzeniu przepisów i procedur. Źródło burzy wokół TK, która toczy się przy ostrym naginaniu prawa, nie zaczęło się jednak, jak państwo zapewne wiecie, pod rządami PiS. To pod auspicjami PO-PSL Trybunał stał się prawie że maszynką do wyrokowania zgodnie z linią polityczną (to oczywiście zamierzone uogólnienie) i to te partie wybrały, wbrew regulacjom prawnym, dwóch sędziów TK, których wybrać powinien nowy parlament, bo kadencje ich poprzedników wygasają (-ły) w grudniu. Wspomniany wcześniej prezydent Andrzej Duda nie odebrał więc ślubowania od żadnego z pięciu nowo wybranych sędziów TK, choć od trzech powinien, bo oni przecież zostali wyłonieni lege artis. I tu wkroczyli politycy PiS, kwestionując/unieważniając legalność wyboru wszystkich pięciorga kandydatów i powołując swoich własnych, a prezydent czterech z nich w nocy (sic!) zaprzysięża. Działali również w sprzeczności z przepisami prawnymi. Po co? Odpowiedź pada wciąż taka sama: żeby mieć swoich w TK, którzy będą orzekać tak, jak rządzący chcą.

Pozostało 91% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png