Lech Kaczyński, jak mówił wieczorem dziennikarzom w Brukseli, ma nadzieję, że wróci do Warszawy z premierem jednym samolotem. W "Kropce nad i" w TVN24 prezydent powiedział, że jego obecność na szczycie UE w Brukseli "jest potrzebna", ale zaznaczył, że ustąpił miejsca ministrowi finansów, gdy debata dotyczyła kryzysu na rynkach finansowych".

Szefowie MSZ i resortu finansów Radosław Sikorski i Jacek Rostowski, którzy towarzyszą premierowi, opuścili salę obrad po powitaniach z członkami innych delegacji (na sali, gdzie odbywa się szczyt, delegacje poszczególnych krajów mają przy stole tylko po dwa miejsca - PAP).

"Jesteśmy dżentelmenami. Kiedy prezydent przyszedł, wyszliśmy z sali" - powiedział Rostowski. Podkreślił, że w składzie delegacji jest premier, minister finansów i szef MSZ, ale - jak mówił - prezydent "uważa się za szefa delegacji".

Po rozpoczęciu szczytu w komentarzach nie zabrakło wzajemnych oskarżeń ze strony przedstawicieli rządu i kancelarii prezydenta.

Zdaniem Sikorskiego prezydent przyjeżdżając na szczyt UE stworzył wrażenie, że Polska ma dwie polityki zagraniczne. To "niedopuszczalne", że prezydent chce podejmować decyzje w imieniu rządu - mówił.

Szef Kancelarii Prezydenta Piotr Kownacki ujawnił, że gdy Lech Kaczyński poprosił premiera, by powtórzył mu co było podczas obrad dotyczących sytuacji finansowej, bo "chciałby wiedzieć" - miał usłyszeć: "chcieć to ty sobie możesz".

Szef gabinetu premiera Sławomir Nowak powiedział, że nic takiego nie słyszał, ale nie sądzi, by premier mógł tak powiedzieć.

"Zapomniałem już o tym" - mówił z kolei prezydent komentując to w wieczornej "Kropce nad i".

Prezydent przyleciał do Brukseli wyczarterowanym samolotem Boeing 737, bo Kancelaria Premiera nie zgodziła się we wtorek, aby skorzystał z samolotu rządowego. Donald Tusk, który jest w Brukseli od wtorku, pytany przez dziennikarzy co sądzi o tym, że L.Kaczyński leci na szczyt UE, podkreślił: "Nie, prezydent leci do Brukseli".

"Nie mam i nie zamierzam mieć wpływu na to, gdzie i w jakich sprawach leci prezydent RP. Konstytucja jednoznacznie nakazuje prezydentowi współdziałanie, współpracę z rządem, kiedy podejmuje działalność międzynarodową" - podkreślił premier.

"Z mojego punktu widzenia delegacja w składzie państwu znanym podejmuje wysiłki ważne dla Polski. Prezydent swoim postępowaniem naprawdę nie ułatwia nam pracy" - oświadczył.

L.Kaczyński mówił dziennikarzom w samolocie podczas podróży do Brukseli, że wierzy, iż wejdzie na obrady szczytu UE, choć - jak dodał - wie, że ekipa rządowa robi wszystko, aby było inaczej.

Zaznaczył, że nie będzie miał problemu z podaniem ręki premierowi. "To dla mnie akuratnie nie jest problem. Musiałem podawać rękę panu Kiszczakowi w pewnych okolicznościach, więc dlaczego mam nie podać Donaldowi Tuskowi" - powiedział.

To, że rząd odmówił użyczenia mu rządowego samolotu na przelot do Brukseli, L.Kaczyński skomentował słowami: "Niech to sami państwo ocenią. Mnie to po trosze śmieszy, ale wolałbym, żeby Polską rządzili ludzie z innym typem zachowań, myślę, że Polska na to zasłużyła".

Pytany, co powie premierowi w Brukseli i czy padnie słowo "wojna", zaznaczył, że "nie chce używać tego rodzaju określenia". "Wiem, że jest pewien styl zachowań, który w tym świecie, w którym się wychowałem, trzeba by określić jako bardzo nieprawidłowe, nie chciałbym używać słowa +grubiańskie+, ale myślę, że w świecie Donalda Tuska to nie jest zrozumiałe" - dodał L. Kaczyński.

Politycy są podzieleni w opiniach, kto ma rację w sporze o udział prezydenta w szczycie UE. Większość jednak jest zażenowana konfliktem na szczytach władzy.

Szef Kancelarii Premiera Tomasz Arabski powtórzył w środę, że wyjazd L.Kaczyńskiego na szczyt Unii będzie wyjazdem "prywatnym", a spór nie dotyczy samolotu, którego rząd nie chce udostępnić prezydentowi, lecz kompetencji. Mamy obecnie do czynienia z "pełzającą rewolucją", która polega na próbie poszerzenia wbrew prawu kompetencji urzędu prezydenta - ocenił.

Aleksander Kwaśniewski uważa, że rząd popełnił błąd, odmawiając prezydentowi samolotu i uznając jego wyjazd na szczyt za prywatny. "Nie można powiedzieć prezydentowi, że jego wyjazd uważa się za prywatny i nie daje mu się samolotu" - mówił w Radiu ZET. "Gdyby spojrzeć na tę żenującą historię od początku, to widać, że mamy do czynienia z poważnym konfliktem politycznym między dwoma osobami i dwoma obozami politycznymi" - ocenił.

Według niego mamy w tej chwili kryzys konstytucyjny, ale też rywalizację przed wyborami prezydenckimi w 2010 roku. "Mamy też bardzo twarde, niedobre działania otoczenia obu panów, które konfliktują tę sytuację" - dodał Kwaśniewski.

Zdaniem wicepremiera, szefa MSWiA Grzegorza Schetyny udział L.Kaczyńskiego w szczycie UE rozpocznie nowy europejski etap konfliktu na temat kompetencji rządu i prezydenta.

Zdaniem polityków PO, prezydent wybierając się na szczyt UE zużywa swój autorytet, osłabia pozycję negocjacyjną Polski i naraża na szwank wizerunek naszego kraju. B.premier, europoseł PO Jerzy Buzek uważa, że spór między prezydentem a premierem o reprezentację Polski na szczycie UE w Brukseli obniża "zdolności negocjacyjne" polskiej delegacji. Tę opinię podziela szef SLD Grzegorz Napieralski.

Dzięki konfliktowi w sprawie delegacji na szczyt "dowiedzieliśmy się, że premier i prezydent za nic mają dobro ojczyzny, a mają na uwadze tylko swoje małe ambicje i spory" - mówił.

B.wiceszef MSZ Paweł Kowal (PiS) odnosząc się do sporu podkreślił, że polscy politycy posunęli się do tego, by publicznie na arenie międzynarodowej dezawuować głowę polskiego państwa. Przekroczono granicę, której dyplomaci, politycy nie powinni przekraczać - powiedział.

"Gdy rząd otwarcie sabotuje działanie głowy państwa, powstaje pytanie o intencje rządu" - powiedział Kowal, odnosząc się do odmowy udostępnienia przez Kancelarię Premiera Lechowi Kaczyńskiemu rządowego samolotu na przelot do Brukseli.

Prezydent sabotuje prace rządu; "siłą, z butami pcha się w kompetencje Rady Ministrów" - w ten sposób szef klubu PO Zbigniew Chlebowski ocenił wydarzenia na początku szczytu UE w Brukseli.

Zdaniem posłanki PiS Elżbiety Jakubiak podczas szczytu UE współpraca prezydenta i reszty delegacji może być zgodna, bo - jak oceniła - premier prawdopodobnie zrozumiał, że sięgnął "granic arogancji".

Przewodniczący klubu PSL Stanisław Żelichowski uważa, że za konfliktem między premierem i prezydentem stoją także PR-owcy; zarówno po jednej jak i po drugiej stronie "wyliczają" oni, co się komu opłaca.

Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski zlecił prawnikom sejmowym zbadanie możliwości i zasadności przygotowania ustawy o ministrze spraw zagranicznych, która by doprecyzowała konstytucyjne zapisy o polityce zagranicznej. (PAP)

la/