Powyborcza Polska jest inna. Jest – primo – lepiej przeanalizowana. Jednak mimo szczerej i gorącej wymiany myśli nie sposób ukryć pewnego niedosytu w związku z przyczynkarskim i rozdrobnionym charakterem tych analiz. Zebranie i połączenie wszystkich obserwacji staje się coraz bardziej palącą potrzebą.
Punkt główny: dużo wyborczych głosów było spowodowanych frustracją i niezadowoleniem. Wielu, zbyt wielu, skupiło się wokół zwykłego negatywizmu. Słusznie się więc podnosi kwestię legitymizacji owych nastrojów. Czy w młodej, niestabilnej demokracji takie skupienie hejtu może wyjść na zdrowie? Czy niezadowolenia nie powinno się jakoś (w ramach procedur) rozsądnie miarkować? Zwróćmy uwagę, że są to głosy osób zupełnie przypadkowych, ledwie zorganizowanych i mamionych miałkimi symbolami. Czy kraj nie byłby szczęśliwszy, gdyby wprowadzić jakiś cenzus w tym obszarze – np. żeby skupić niezadowolonych, trzeba by się było legitymować co najmniej habilitacją? W uzasadnionych przypadkach można by dopuścić odstępstwa dla sędziów, dentystów i adwokatury, ale na litość, nic więcej! Stopniowanie awansu ma dobre wzorce, jak choćby rzymski cursus honorum i nie tylko. A gdy działacz miast pisać doktorat, zapiernicza na basie – co może z tego wyjść dla ludu?
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.