Z jednej strony jesteśmy chwaleni za wyniki gospodarcze, np. nadganianie dystansu do reszty UE. Bo, jak podkreśla KE w dokumencie, poziom PKB na mieszkańca wzrósł z 63 proc. średniej unijnej w 2010 r. do 73 proc. w 2019 r. Polska dobrze sobie także poradziła gospodarczo w pandemii, a dokument docenia tarcze antycovidowe. Z drugiej strony co do zdrowotnej strony pandemii podkreślana jest wysoka liczba nadmiarowych zgonów i to, że można było lepiej przygotować finanse publiczne. Do tego dochodzą powtarzane uwagi dotyczące np. stabilności otoczenia regulacyjnego czy zmian w polityce energetycznej i klimatycznej.
To dokument rutynowy, więc wiele z tez powtarza się co roku. To każe się zastanowić, czy warto brać te uwagi na serio? Zapewne w wielu przypadkach rząd – jak do tej pory – puści uwagi mimo uszu i będzie dalej robił swoje. Co więcej, nie będzie to skutkowało większymi konsekwencjami. Z opracowania KE wynika, że w ogólnym rozrachunku Polska „znaczny postęp” poczyniła w realizacji zaledwie 7 proc. zaleceń. W 58 proc. mieliśmy „ograniczony postęp”, w 21 proc. „pewien postęp”, a w 17 proc. odnotowano „brak postępów”. Do tej ostatniej kategorii KE zaliczyła m.in. zalecenie z 2020 r. dotyczące „poprawy klimatu inwestycyjnego, w szczególności przez ochronę niezależności sądów”. To może sugerować, że dla KE same deklaracje rządu o szykowanej reformie sądów (w tym likwidacji Izby Dyscyplinarnej SN) to za mało i czeka na przegłosowanie ustawy w Sejmie lub jej wejścia w życie.