Uważa pan, że Europa robi wszystko, żeby pomóc Ukrainie w walce z rosyjską agresją?
Europa zrobiła więcej, niż spodziewali się sceptycy. Jestem dość pozytywnie zaskoczony poziomem porozumienia UE wobec wojny w Ukrainie. Oczywiście mamy podobny pogląd do Polski i oczekiwalibyśmy jeszcze więcej, ale powinniśmy być realistami. W ciągu ostatnich kilku miesięcy zaobserwowaliśmy wiele zmian w sposobie myślenia państw Europy. Zwrot Niemiec w polityce obronnej jest jednym z najbardziej uderzających przykładów. Jedność europejska jest wartością, ale jednocześnie musimy twardo stąpać po ziemi – wspólny front UE to nie jeden głos, ale koordynacja i harmonia wielu głosów. Nie powinniśmy jednak oczekiwać, że kraje Europy Zachodniej, znacznie bardziej historycznie i geograficznie oddalone od Rosji, w pełni zrozumieją podejście naszego regionu i potrzebę pilnej reakcji.
Na razie widać duży problem ze znalezieniem tej harmonii wobec szóstego pakietu sankcji. Czy Czechy popierają wprowadzenie całkowitego embarga na import rosyjskiej ropy?
Pierwotna propozycja KE nie była zbyt dobrze przygotowana na poziomie technicznym. Czeski rząd od początku wojny nalegał na stworzenie mechanizmu solidarnościowego dla państw szczególnie boleśnie dotkniętych w wyniku nakładania sankcji na import surowców energetycznych. Musieliśmy więc poprosić o odstępstwo dla czeskiego przemysłu naftowego. W naszym przypadku nie ma możliwości natychmiastowego zastąpienia rosyjskiej ropy, która stanowi 50 proc. naszych dostaw, więc musieliśmy wystąpić o odstępstwa, na co Komisja się zgodziła. Nie jesteśmy zadowoleni z takiego ruchu, chcielibyśmy móc przyłączyć się do jak najostrzejszych sankcji na ropę i gaz, ale musimy w Europie podzielić się ich kosztami.