Jerzy Urban musi przeprosić Donalda Tuska za naruszenie dóbr osobistych. Taki jest wyrok warszawskiego sądu w sprawie, jaką premier wytoczył wydawcy tygodnika "Nie" za publikację, z której miało wynikać, że szef rządu rozmawiał z innymi VIP-ami na trybunie honorowej Stadionu Narodowego, używając nieparlamentarnego języka.
Reklama

Sąd Okręgowy w Warszawie nie miał wątpliwości, że artykuł "Tusk na podsłuchu", który pokazywał nieprawdziwe rozmowy premiera ze współpracownikami, naraził jego dobre imię, przekonywał sędzia Jacek Tyszko. Argumentował, że każda osoba pomówiona o wypowiadanie się w prostacki sposób, posądzona o hipokryzję, oskarżona o ukrywanie nieuczciwych postępków przed innymi uznałaby, że naruszyło to jej cześć. Sędzia dodawał, że społecznie nieakceptowane jest bycie złośliwym, nieżyczliwym, pogardliwie nastawionym do innych ludzi. Według sędziego Tyszki, osoba przedstawiona w ten sposób w tekście ma prawo czuć się pomówiona i uznać, że naruszono jej dobre imię i godność.

Przeprosiny mają się ukazać w "Nie" oraz na portalu tygodnika. To jednak nie zepsuło dobrego humoru obecnemu na rozprawie Jerzemu Urbanowi. Redaktor naczelny tygodnika "NIE" zapowiedział odwołanie. Jednocześnie Urban przekonuje, że mimo iż Tusk wygrał, powodów do radości nie ma. Podkreśla, że premier nie powinien być zadowolony, że "staje w jednym rzędzie z Łukaszenką, Kaczyńskim, nawet z takim demokratą jak Putin. Dodaje, że nie wypada, żeby premier wygrywał "pyskówkę" w sądzie.

Artykuł ukazał się 29 marca. Jak się później okazało, był to "primaaprilisowy żart". Premier uznał jednak, że tygodnik "NIE" posunął się za daleko i wytoczył wydawcy proces. Nie miał jednak żadnych roszczeń finansowych, chodziło mu tylko o przeprosiny. Tymczasem Jerzy Urban nie zamierzał przepraszać, bo - jak twierdzi - Donald Tusk obraził się o żart. "Ohydny żart, ale jednak żart" - mówił Urban. Jego zdaniem dowcipu nie da się oceniać w kategoriach prawda-fałsz, bo jego istotą jest podanie nieprawdy.

Przeprosimy mają zostać opublikowane w tygodniku "Nie" w formie oświadczenia.

Sąd w procesie nie przesłuchał ani premiera Donalda Tuska, ani Jerzego Urbana. Uznał, że nie ma takiej potrzeby. Jedynym świadkiem był współautor tekstu.

Na ogłoszeniu wyroku nie był obecny nikt ze strony premiera (sam Donald Tusk przebywa z oficjalną wizytą w krajach Afryki południowej). Wyroku wysłuchał za to Urban.