Parafianowicz: Prezydencja, czyli wielkie dickensowskie nadzieje

Zbigniew Parafianowicz
Zbigniew ParafianowiczDGP
15 grudnia 2011

Nie jest tak, jak przekonuje rzecznik polskiej prezydencji w UE. W ostatnim półroczu nie wykonaliśmy wszystkiego od A do Z. Nie jest też tak, jak przekonuje opozycja. Kierowanie pracami Unii nie było klapą.

Posłowie opozycji wczoraj używali argumentu, że Węgrom, gdy stali na czele UE w pierwszej połowie 2011 r., udało się przeforsować np. strategię dunajską. Nam niewiele. Kiepski argument. Posłowie zapomnieli dodać, że rząd w Budapeszcie doskonale zdaje sobie sprawę z mniej niż symbolicznego znaczenia tego projektu. O czym miałem okazję przekonać się w maju, w czasie podsumowujących węgierską prezydencję rozmów z przedstawicielami gabinetu Viktora Orbana.

Symboliczność jest słowem kluczem dla wyjaśnienia fenomenu prezydencji. Z założenia polega ona na administrowaniu Unią. Jeśli jest sprawne, plus dla państwa. I tak było w przypadku Polski.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.