W obecności kilku tysięcy ludzi zgromadzonych w sali koncertowej w Tulonie Sarkozy wystąpił z oczekiwanym przemówieniem na temat kryzysu euro i rosnących problemów gospodarczych Francji.

W przemówieniu prezydent nie podał nowych konkretnych propozycji uzdrowienia sytuacji w strefie euro. Zaznaczył jednak, że ogłoszenia takich rozwiązań można oczekiwać w poniedziałek po jego spotkaniu we Francji z kanclerz Merkel.

W blisko godzinnym wystąpieniu Sarkozy skupił się na przyczynach obecnego kryzysu i sposobach wyjścia z niego, przekonując o konieczności ujednolicenia polityki finansowej państw członkowskich. W UE potrzeba "więcej dyscypliny, więcej solidarności (...) prawdziwego rządu gospodarczego" - podkreślił.

"Francja walczy z Niemcami o nowy traktat europejski, aby w świecie jutra głos Europy był nadal słyszalny" - oświadczył Sarkozy, zaznaczając, że "kryzys może zmieść Europę, jeśli ona nie zapanuje nad sobą". W jego opinii, do przetrwania Europy konieczne są ogromne zmiany: "Musimy wszystko stworzyć na nowo, wszystko przebudować" - oznajmił.

Szef państwa wyraził też przekonanie, że Europejski Bank Centralny "jest niezależny i taki pozostanie", ale dodał, że w razie zagrożenia EBC powinien działać dla Europy. Prezydent uspokajał swoich rodaków, że umocnienie roli instytucji unijnych i ich mocniejszy nadzór nad finansami państw członkowskich nie zagraża suwerenności Francji.

"Europa - to nie mniej, ale więcej suwerenności niż dotychczas, gdyż oznacza ona zwiększenie możliwości działania" - przekonywał Sarkozy.

Mowa w Tulonie zawierała wiele akcentów polemicznych w stosunku do lewicowych przeciwników prezydenta

Nawiązując z kolei do układu z Schengen, który ustanowił swobodę przemieszczania się wewnątrz Unii, prezydent dodał, że umowa ta "powinna zostać przemyślana". "Europa, która nakazuje wewnątrz realizację zasady swobodnego przemieszczania się i która nie kontroluje swoich granic zewnętrznych - to nie może już dłużej trwać" - uzasadnił.

Podkreślił znaczenie współdziałania Paryża i Berlina w rozwiązaniu kryzysu zadłużenia. Powtórzył też, że chce upodobnienia francuskiego systemu finansowego i podatkowego do niemieckich. "Francja i Niemcy dokonały wyboru zbieżności. Nigdy nie odejdę od tej decyzji" - oświadczył prezydent.

Większość przemówienia szefa państwa była poświęcona kwestiom krajowym. Podkreślił, że chce "mówić prawdę" Francuzom, nawet jeśli oznacza ona dla nich kolejne wyrzeczenia i zaciskanie pasa. Według Sarkozy'ego "dziś zaczyna się nowy cykl gospodarczy (...) cykl oddłużenia", który zmusi wszystkich do większego wysiłku i wydłużenia czasu pracy. Zdaniem prezydenta, francuski "model społeczny" jest dziś nie do utrzymania.

"Reforma finansowania naszego modelu społecznego stała się absolutnie pilna" - zaznaczył. Skrytykował - jako bardzo ciężkie błędy swoich socjalistycznych poprzedników - obniżenie wieku emerytalnego do 60 lat oraz 35-godzinny tydzień pracy. Obiecał, że przed końcem obecnej kadencji - czyli kwietniem przyszłego roku - doprowadzi do wpisania do francuskiej konstytucji tzw. złotej reguły, określającej zasady równowagi budżetowej państwa.

Mowa w Tulonie, wygłoszona na kilka miesięcy przed wiosennymi wyborami prezydenckimi, zawierała wiele akcentów polemicznych w stosunku do lewicowych przeciwników prezydenta. Faworytem tych wyborów jest kandydat Partii Socjalistycznej Francois Hollande, który - według sondaży - pokonałby w drugiej turze starającego się o reelekcję Sarkozy'ego.

Jak zauważają media nad Sekwaną, Sarkozy nie przypadkiem wystąpił w czwartek w Tulonie, gdyż właśnie tam w 2008 roku wygłosił pamiętną orację na temat uzdrowienia światowego systemu finansowego po upadku banku Lehman Brothers.