Wszyscy wojewodowie, zgodnie z przepisami, oddali się do dyspozycji premiera. Z nieoficjalnych informacji wynika, że Donald Tusk chce w ciągu dwóch tygodni rozstrzygnąć o ich przyszłości. – Zamierza część wymienić, a resztę poprzestawiać. Tak żeby nie zarządzali już w swoich regionach – mówi polityk rządowy.

Chodzi o odcięcie wojewodów od lokalnych układów z samorządowcami, tak by byli wyłącznie przedstawicielami rządu w terenie. Ci, którzy się zdaniem Tuska sprawdzili, mogą zatem otrzymać propozycje pozostania na stanowiskach, ale w innych województwach. Do nich, jak zapowiadają politycy PO, mają dołączyć fachowcy wskazani przez premiera. – Chcemy, żeby nie decydował lokalny układ polityczny, tylko fachowość – podkreśla jeden z rozmówców.

To mogłoby oznaczać realizację zapowiedzi Tuska o stworzeniu korpusu wojewodów. Premier wspomniał o tym przed wyborami, zapowiadając zmiany w administracji. Nasi rozmówcy w PO za przykład stawiają model francuski, gdzie jest korpus prefektów.

Pomysł Tuska odpowiadałby strategii, jaką kierował się przy tworzeniu gabinetu. Część ministrów i wiceministrów przemieścił wewnątrz rządu, a nowi ministrowie nie mają silnego zaplecza politycznego. Sam premier nie ukrywał, że w rządzie mogą być częste rotacje. – Teraz zasada zderzaków może zejść w teren – podsumowuje jeden z naszych rozmówców.

Pomysł może być przyczyną sporu w koalicji. – Nie jesteśmy przekonani do tej koncepcji. Nieznajomość regionów będzie oznaczać konieczność długiego wdrażania się w pracę – mówi polityk z władz PSL. Na razie koalicjanci zgadzają się co do utrzymania zasady, że jeśli wojewoda jest mianowany przez PO, to zastępca przez PSL, i odwrotnie.

Ludowcy chcieliby utrzymać stan posiadania z początku poprzedniej kadencji. PSL miało wtedy troje wojewodów: Mariana Podziewskiego w woj. warmińsko-mazurskim, Genowefę Tokarską w lubelskim i Mirosława Karapytę w podkarpackim. Kiedy ten ostatni przeniósł się na fotel marszałka, nowego wojewodę obsadziła PO i teraz jej politycy z regionu walczą, by tak pozostało. Ale warmińsko-mazurska i lubelska Platforma także chcą przejąć stanowiska wojewodów. Działacze z Ełku wysłali już w tej sprawie list do szefa rządu. A lubelscy politycy PO otwarcie mówią w lokalnych mediach, że walczą o miejsce po Tokarskiej, która została posłanką PSL. Wybory wymuszają zresztą zmiany w kilku regionach. Wojewoda pomorski Roman Zaborowski z PO został wybrany na senatora.

Nie wiadomo, jaką decyzję Tusk podejmie w sprawie wojewody małopolskiego Stanisława Kracika. W PO słychać, że na to stanowisko mógłby powrócić Jerzy Miller, były szef MSWiA. On sam nie chce komentować tych informacji. Ale jeśli premier zdecydowałby się na zamiany wojewodów w terenach, to teoretycznie funkcje mogliby pełnić obaj. Ze stanowiskiem najpewniej pożegna się Ewa Mes z województwa kujawsko-pomorskiego, o której było głośno przy okazji bitwy chuliganów na stadionie w Bydgoszczy.

OPINIA

Prof. Michał Kulesza

twórca reformy administracji publicznej w latach 90., partner w kancelarii Domański Zakrzewski Palinka

Wojewoda oddaje się do dyspozycji premiera i pozostaje na stanowisku do czasu powołania następcy. Premier nadzoruje wojewodów i ma pełną dowolność w doborze osób na te stanowiska. Obecnie mamy szczególną sytuację, kiedy ten sam premier rządzi drugą kadencję. Dlatego można przetrenować, czy da się stworzyć konstrukcję korpusu wojewodów. Ktoś, kto dotąd sprawdził się na jednym terenie, z pewnością sobie poradzi także gdzie indziej. Wojewoda jest przedstawicielem rządu, a nie środowisk lokalnych i samorządu. Z tego względu niekoniecznie powinien pochodzić z tych środowisk. To byłaby dobra zmiana, idąca w kierunku profesjonalizacji urzędów wojewodów, trochę na modłę francuskiego korpusu prefektów.