Nie jesteśmy już petentem Zachodu. Wręcz przeciwnie – na arenie międzynarodowej sami staliśmy się rozgrywającymi, inni muszą się liczyć z naszym zdaniem.
Jeśli zawiesić na chwilę broń w bieżących sporach partyjnych, z czystym sumieniem możemy powiedzieć, że ponad dwadzieścia lat niepodległości daje w polityce zagranicznej bilans zdecydowanie dodatni.
Gdy w 1993 roku Polskę opuszczały ostatnie oddziały armii rosyjskiej nikt nie marzył, że sześc lat później będziemy w NATO, a nasze wojsko weźmie udział w operacjach na Bałkanach, Iraku i Afganistanie. Pewnie nie przyszłoby nam również do głowy, że postkomunista zagra główne skrzypce w rozwiązaniu konfliktu na Ukrainie w czasie pomarańczowej rewolucji. A jego następca, nieżyjący prezydent Lech Kaczyński – będzie ścigał się z Nicolasem Sarkozym w drodze do Tbilisi, na które w sierpniu 2008 r. szły kolumny rosyjskich czołgów.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.