"Ta redukcja nie oznacza żadnej istotnej zmiany. To jest taka korekta, łagodna ewolucja, a nie żadna rewolucja. Tym układem są objęte tylko arsenały strategiczne i tylko tzw. głowice rozmieszczone w zasobach bojowych, a nie w rezerwach. Głowice rezerwowe mogą istnieć sobie w dowolnych miejscach" - powiedział PAP. Podkreślił, że oba mocarstwa nigdy nie ogłosiły, ile mają tych głowic.
Jak podkreślił politolog, ten układ jest przedstawiany przez strony, a zwłaszcza przez prezydenta USA Baracka Obamę, jako redukujący arsenały strategiczne o 30 proc., ale gdyby się temu przyjrzeć, to ta redukcja może wynieść kilka procent.
"Sytuacji tych państw nie zmienia w ogóle układ amerykańsko-rosyjski"
Kostrzewa-Zorbas zwrócił uwagę, że czwartkowy układ nie dotyczy również broni taktycznej, której nie wiadomo, ile mają oba mocarstwa. "Ten układ jest zatem pewną redukcją czubka góry lodowej, która sama się nie zmniejszy" - powiedział politolog.
Zauważa on, że układ dotyczy tylko dwóch państw. Do tej pory nie ma żadnych układów, których stronami byłyby inne państwa nuklearne: Francja, Wielka Brytania, Chiny, Indie, Pakistan, a także Izrael i Korea Północna. "Sytuacji tych państw nie zmienia w ogóle układ amerykańsko-rosyjski" - mówi politolog.
Wygasły w grudniu 2009 roku stary układ spowodował, że wygasły też mechanizmy wzajemnej kontroli, przypomniał Kostrzewa-Zorbas. "Ten układ je przywraca (...), ale nie jest to żaden powód ogłaszania rewolucji. To jest tylko przywrócenie tego, co istniało kilka miesięcy temu, czyli utrzymanie pewnych pozytywnych elementów stanu rzeczy istniejących od wielu lat" - twierdzi politolog.