Jego sukces najłatwiej opisać tak: to najbogatszy uczestnik igrzysk w Vancouver.

White, z racji koloru swoich włosów zwany też „Latającym pomidorem”, dziś w Vancouver będzie bronił wywalczonego w Turynie złotego medalu w halfpipie. Amerykanin zapowiedział, że podczas konkursu wykona swój własny snowboardowy trik zwany McTwist 1260. Poprzednia próba zakończyła się dla niego bardzo bolesnym upadkiem. Shaun nie zdołał dokręcić trzeciego obrotu i uderzył twarzą w krawędź rynny. Ciągle jest mocno poturbowany, ale znów zamierza spróbować.

Jedno jest pewne – jeśli wygra, nie tylko przypieczętuje swój status największego z wielkich, ale i ponownie rozkręci wokół siebie marketingowy cyrk. Cyrk, który zdaniem magazynu Forbes w ubiegłym roku przyniósł mu 7,5 mln dol. A jak na świat sportów zimowych to kwota zawrotna!

Od zera do milionera

White jako dziecko zaznał biedy, mieszkał w furgonetce, często musiał zmieniać miejsce pobytu. Teraz starcza mu na wszystko. Ma kilka domów, a furgonetkę zamienił na wygodniejsze lamborghini. Wakacje spędza tylko na Bali czy Malediwach. Może rozpieszczać też swoją babcię z Madison. Wpływy i tak są większe niż wydatki.

W styczniu za zwycięstwo w Winter X Games w Aspen White otrzymał 40 tys. dol. Za zwycięstwa w Pucharach Świata dostaje około 25 tys. dol. Ale te honoraria stanowią tak naprawdę niewielki ułamek wpływów na konto Amerykanina. Przy milionach z kontraktów reklamowych to ledwie kieszonkowe.

Wśród sponsorów White’a są: producent sprzętu snowboardowego Burton, R.E.D. – dostawca akcesoriów, Oakley (okulary), firma odzieżowa Volcom, marka Jeep, Sony PlayStation, Motorola, Ubi Soft, oraz – najważniejszy partner – firma Red Bull. Ten producent napojów energetycznych, z którym od wielu lat współpracuje także Adam Małysz, zimą 2009 r. ufundował swojemu ulubieńcowi specjalny obiekt do trenowania. W Silverton w Colorado, z dala od zgiełku oraz ciekawskich oczu fotoreporterów, White może przygotowywać swoje nowe triki. Inwestycja, najnowocześniejsza na świecie, kosztowała około miliona dolarów. Na tym luksusy się nie kończą. Red Bull zapewnił White’owi transport helikopterem z każdego miejsca świata oraz stałe dostawy śniegu, jeśli nagle by go zabrakło.

Jest też linia odzieżowa The White Collection oraz sygnowany nazwiskiem zawodnika sprzęt sportowy, od okularów po deski snowboardowe. W 2008 r. na rynku pojawiła się gra komputerowa z jego udziałem, która sprzedała się w nakładzie ponad 3 mln egzemplarzy.

Najważniejszy jednak pozostaje sport. – Cieszę się, że pieniądze mnie nie zmieniły. Nadal jestem tym samym facetem co kilka lat temu – mówi White. Ale świat wokół niego zmienił się na pewno. Każde jego pojawienie się na ulicy ściąga miliony fanów, każdy ruch jest śledzony przez kamery. Czasem trzeba uciekać. – Tylko na desce czuję się wolny – mówi White. – Bo to jest właśnie to, w czym jestem najlepszy. Choć, naturalnie, zajmuję się jeszcze mnóstwem innych rzeczy. Uczestniczę w licznych sesjach zdjęciowych, jestem bohaterem kilku filmów dokumentalnych, projektuję ubrania i sprzęt sportowy, i to jest super. Ale nie od tego zaczynałem, nie to mnie napędza – dodaje sportowiec, który jest także medalistą letnich X Games. Podczas nich swoje ewolucje wykonuje na deskorolce.

Milionerka z Korei

Podobnymi osiągnięciami co Shaun White na polu marketingowym może się poszczycić także połuniowokoreańska łyżwiarka figurowa Kim Yu-na. To mistrzyni świata z 2009 r., triumfatorka cyklu Grand Prix i turnieju czterech kontynentów oraz pierwsza kobieta, która na międzynarodowej imprezie wykonała kombinację dwóch skoków z trzema obrotami. Mimo zaledwie 19 lat stała się ulubienicą reklamodawców w swojej ojczyźnie. Łyżwiarka w ostatnim roku podpisała wielomilionowe kontrakty z takimi gigantami jak Hyundai Motor, Kookmin Bank, Nike, Procter & Gamble czy Samsung. Ten ostatni niedawno wypuścił na rynek sygnowany jej nazwiskiem model telefonu komórkowego. Był to najlepiej się sprzedający produkt w Korei w grudniu 2009 r. W sumie zarobiła 7,5 mln dol. Należy żałować, że w ślady tej dwójki nie poszła 27-letnia już Justyna Kowalczyk...

dziennik.pl