Marszałek Sejmu zarejestrował Komitet Obywatelski "Czas na Kobiety". Oznacza to, że może ruszyć akcja zbierania podpisów pod projektem ustawy o wprowadzeniu parytetów płci na listach wyborczych, przygotowanym przez organizatorki Kongresu Kobiet Polskich.

Jak poinformowało biuro Kongresu, autorki projektu liczą, że jeszcze w tym roku trafi on do Sejmu. Aby złożyć obywatelski projekt ustawy konieczne jest zebranie pod nim co najmniej 100 tys. podpisów.

Projekt ustawy o parytetach jest realizacją jednego z głównych postulatów czerwcowego Kongresu Kobiet Polskich. Zakłada on zmianę ordynacji wyborczej - do Sejmu, Parlamentu Europejskiego oraz rad gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich, i zapewnia co najmniej 50-procentową obecność kobiet na listach wyborczych.

Projekt wprowadza do ordynacji wyborczej zapis mówiący, że liczba kobiet na liście okręgowej nie może być mniejsza niż liczba mężczyzn. Projekt ustawy nie obejmuje parytetu w wyborach do Senatu i do rad gmin do 20 tys. mieszkańców, które zakładają ordynację większościową.

Postulat wprowadzenia parytetu na listy wyborcze spotkał się z zainteresowaniem polityków oraz przedstawicieli Kościoła. Dotychczas jednoznacznie poparli go prezydent Lech Kaczyński oraz szef SLD Grzegorz Napieralski. Dyskusje na ten temat zapowiedziały kluby PO i PiS. Przeciwny jest PSL.

Premier Donald Tusk zadeklarował poparcie dla ustawy wprowadzającej parytety, zapowiedział również, że w przyszłych wyborach do Sejmu w połowie okręgów pierwsze miejsce na listach PO zajmie kobieta i na każdej liście na pierwszych sześciu miejscach kobiety będą stanowić połowę. Zachęca inne partie, aby zrobiły tak samo.

Abp Kazimierz Nycz zadeklarował poparcie Kościoła dla, zapowiadanych przez przedstawicielki Kongresu, działań, które przyczynią się do likwidacji dyskryminacji kobiet, wciąż obecnej w życiu społecznym i dostrzeganej przez Kościół. Zaznaczył również, że Kościół nie będzie się angażował w działania polityczne.

Organizatorki Kongresu przekonują, że parytet nie jest specjalną taryfą ulgową dla kobiet, likwiduje jedynie dotychczasowe przywileje mężczyzn wynikające z płci i tradycji. Autorki projektu chcą, żeby było to rozwiązanie tymczasowe, obowiązujące przez 2-3 kadencje.

W polskim Sejmie jest niewiele ponad 20 proc. kobiet, a w Senacie zaledwie 8 proc. Badania pokazują, że aby mieć realny wpływ na politykę, kobiety powinny mieć co najmniej 30-procentową reprezentację.

Mechanizmy, które mają zwiększyć udział kobiet w gremiach decyzyjnych, m.in. w polityce, stosowane są w większości krajów europejskich. Nie wszędzie są to parytety, które zakładają równy (pół na pół) udział kandydatów obojga płci, np. na liście wyborczej, czy w radzie nadzorczej. Niektóre kraje stosują kwoty, czyli określony procentowo - niekoniecznie równy - udział w danym gremium.