Prominentny przedstawiciel Partii Republikańskiej gubernator stanu Południowa Karolina Mark Sanford publicznie przyznał się w środę do niewierności małżeńskiej. To kolejna rysa na wizerunku konserwatystów, po tym, jak w ubiegłym tygodniu podobne wyznanie złożył jeden z członków ścisłego kierownictwa tego ugrupowania.

49-letni Sanford był wymieniany jako jeden z potencjalnych kandydatów Partii Republikańskiej w wyborach prezydenckich w 2012 r. Pełnił również funkcję przewodniczącego Stowarzyszenia Republikańskich Gubernatorów, jednak po swoim wyznaniu zrezygnował z tego stanowiska.

Sanford zorganizował konferencję prasową po tym, jak przez kilka dni bezskutecznie poszukiwali go pracownicy jego biura, rodzina i przyjaciele.

Ze łzami w oczach gubernator wyznał, że przebywał w tym czasie u swojej kochanki w Argentynie, gdzie przerwał trwający od roku romans. Przyznał, że popełnił błąd i przeprosił swoich czterech synów oraz żonę Jenny, która - jak powiedział - wiedziała o jego niewierności od pięciu miesięcy.

Sanford pełni funkcję gubernatora Południowej Karoliny już drugą kadencję

Sanford nie powiedział natomiast, czy zamierza podać się do dymisji, czego domagają się niektórzy krytycy. Zarzucają mu, że zaniedbał obowiązki gubernatora i naraził stan na niebezpieczeństwo, ponieważ nie przekazał swojemu zastępcy władzy na czas swojej nieobecności. Nie poinformował też, jak można się z nim skontaktować w pilnej sytuacji.

Jak przypomniała agencja Associated Press, w ubiegłym tygodniu do przerwanego już romansu z pracownicą swojego sztabu wyborczego przyznał się John Ensign, republikański senator z Nevady, także wymieniany w gronie potencjalnych kandydatów na prezydenta. Po tym wyznaniu Ensign ustąpił ze stanowiska przewodniczącego Republikańskiego Komitetu Politycznego, które uważa się za czwarte najważniejsze w partii.

Sanford pełni funkcję gubernatora Południowej Karoliny już drugą kadencję. Po raz pierwszy wybrany został na to stanowisko w 2002 r. Wcześniej przez trzy kadencje zasiadał w Kongresie. Trzykrotnie popierał wówczas wniosek o pozbawienie prezydenta Billa Clintona urzędu w związku ze skandalem z Moniką Lewinsky.