Nadzwyczajne środki ostrożności towarzyszyły dziś 20. rocznicy zdławienia demokratycznych protestów studenckich na Placu Tiananmen w Pekinie.

Sam plac wypełniony był funkcjonariuszami służb bezpieczeństwa, których zadaniem było niedopuszczenie do żadnych zorganizowanych obchodów.

Inaczej niż przy okazji 10. rocznicy, w 1999 roku, tym razem plac otwarty był dla zwiedzających. Agencje odnotowały jednak, że turystów i przechodniów na placu nie było więcej niż zwykle i raczej nie odpowiedzieli oni na apele mieszkających na uchodźstwie dysydentów, którzy wzywali, by tego dnia mieć na sobie elementy w kolorze białym; w Azji jest on oznaką żałoby.

Służby bezpieczeństwa uniemożliwiały natomiast pracę zagranicznym dziennikarzom. Funkcjonariusze nie zezwolili także zachodnim operatorom i fotografom na relacjonowanie codziennej porannej uroczystości wciągania flagi na maszt. Do dziennikarzy wypełniających ulice wokół placu odnoszono się agresywnie, ubliżano im i grożono.

Dysydentów i rodziny ofiar od kilku dni obowiązywał zakaz opuszczania domów

Dysydentów i rodziny ofiar od kilku dni obowiązywał zakaz opuszczania domów. Część z nich zmuszono do wyjazdu z Pekinu.

Nękanie prodemokratycznych działaczy oraz starania Pekinu o zatuszowanie wszelkich wspomnień o masakrze skrytykowały organizacje praw człowieka.

Human Rights in China z siedzibą w Hongkongu zwróciła uwagę na inwigilację i zamykanie w areszcie domowym chińskich dysydentów i sygnatariuszy petycji. Amnesty International oznajmiła natomiast w komunikacie, że "otrzymała informacje o uporczywym nękaniu działaczy praw człowieka". Wśród opisywanych przez AI przypadków jest zastraszanie, czasowy areszt domowy, śledzenie przez policję i przymusowe przesiedlanie do innych miejscowości.

Reporterzy bez Granic (RSF) skrytykowali z kolei "informacyjną blokadę" skutecznie uprawianą przez rząd chiński od 20 lat, która sprawiła, że "większość młodych Chińczyków nie wie dziś o tym wydarzeniu".

Pekin wyraził w czwartek "głębokie niezadowolenie" w związku ze środową wypowiedzią sekretarz stanu USA Hillary Clinton, która zaapelowała o opublikowanie listy ofiar wydarzeń sprzed 20 lat - tych, którzy zginęli, zaginęli i zostali aresztowani.

To, zdaniem Clinton, pozwoliłoby wyciągnąć lekcje z przeszłości i miałoby uzdrawiające działanie.

Chińskie MSZ odparło, że Chiny "już wyciągnęły wnioski na temat politycznego incydentu, do którego doszło pod koniec lat 80."

Ofiary masakry sprzed 20 lat upamiętniono w Hongkongu

Ofiary masakry sprzed 20 lat upamiętniono natomiast w Hongkongu. W wieczornym czuwaniu w Parku Wiktorii wzięło udział ok. 150 tys. ludzi z zapalonymi świecami.

Rocznicę obchodzono też na Tajwanie. Uczestniczący w ceremonii posłowie opozycyjnej Demokratycznej Partii Postępowej zaapelowali do Pekinu, by przeprosił ofiary represji i ich rodziny oraz zezwolił na powrót uchodźców.

Hołd ofiarom chińskich represji oddał tybetański przywódca duchowy dalajlama, który zaapelował też do władz Chin o demokratyzację.

Dwadzieścia lat temu, w nocy z 3 na 4 czerwca 1989 roku, czołgi i wozy pancerne wjechały na centralny plac Pekinu, Plac Bramy Niebiańskiego Spokoju - Tiananmen, gdzie przez siedem tygodni demonstrowały tysiące chińskich studentów, domagających się demokratyzacji systemu.

Nieoficjalne szacunki mówią o dwóch tysiącach zabitych; aresztowano do trzech tysięcy ludzi.