Warszawa nie zgadza się na pomysł głosowania unijnych sankcji większością kwalifikowaną – wynika z informacji DGP
Obostrzenia wobec reżimu Alaksandra Łukaszenki nie będą głosowane większością kwalifikowaną, lecz jednomyślnie. Na uproszczoną metodę nie zgadza się Polska – wynika z informacji DGP. Na dzisiejszym szczycie przywódcy krajów członkowskich mają próbować przekonać Cypr do zgody na nałożenie obostrzeń w związku z pacyfikacjami na Białorusi. Nikozja uzależnia ją jednak od takiej samej reakcji wobec Turcji, z którą toczy spór o wpływy na Morzu Śródziemnym. Bruksela jest zmęczona tym, że polityka zagraniczna Wspólnoty staje się zakładnikiem interesu jednego lub kilku krajów i postuluje głosowanie większością kwalifikowaną. Weto gwarantuje jednak – jak przekonuje Polska – że Unia nie będzie prowadziła działań na arenie międzynarodowej wbrew żadnemu krajowi.
Reklama
Sankcje wobec Białorusi stały się zakładnikiem sytuacji na Morzu Śródziemnym. Cypr uzależnił swoją zgodę na nie od takiej samej odpowiedzi Wspólnoty wobec Turcji, która prowadzi nielegalne odwierty u wybrzeży tego kraju UE. Rozpoczynający się dzisiaj dwudniowy szczyt w Brukseli ma posłużyć do wynegocjowania z Cyprem jakiejś formy porozumienia tak, by unijna dyplomacja zachowała twarz w sprawie Białorusi.
Ale o sankcjach na Ankarę na razie nie ma mowy. W UE zwycięża podejście Niemiec, które w odróżnieniu od Francji stawiają na dialog z prezydentem Recepem Erdoğanem. Berlinowi udało się właśnie przekonać Turcję i Grecję do powrotu do stołu rozmów na temat przebiegu granic na morzu. To wycisza napięcia pomiędzy Ankarą a Atenami, które minionego lata postawiły swoją flotę w stan gotowości, ale nie rozwiązuje problemu Cypru. Co więcej, Nikozja w dyspucie ze swoim potężnym sąsiadem pozostała osamotniona. Dlatego postanowiła użyć weta w sprawie Białorusi.

Reklama
Bruksela jest jednak zmęczona jednomyślnością w polityce zagranicznej. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen w orędziu o stanie UE wezwała państwa członkowskie, aby dopuściły głosowanie większością kwalifikowaną w sprawie stosunków zewnętrznych przynajmniej w kwestiach praw człowieka i wdrażania sankcji.
Cyprowi ma być dzisiaj zaproponowany kompromis. Niewykluczone, że sankcje będą brane pod uwagę jako ewentualna opcja na przyszłość, co ma przekonać Nikozję do ustąpienia w sprawie Białorusi. Bruksela liczy, że ostateczną decyzję w tej sprawie podejmą ministrowie spraw zagranicznych na posiedzeniu w połowie października. Jeśli jednak tak się nie stanie, Wspólnota znajdzie się w sytuacji patowej. – Słyszymy głosy, by w ostateczności przegłosować Cypr, decydując większością kwalifikowaną, ale to nie jest dla nas rozwiązanie. To, co robi Cypr, postrzegamy jako wyraz desperacji kraju, który został pozostawiony sam sobie. Nie zgadzamy się na odejście od zasady jednomyślności w polityce zagranicznej – podkreśla źródło dyplomatyczne. Warszawa będzie sprzeciwiać się idei większości kwalifikowanej, bo w jej ocenie jednomyślność zabezpiecza interesy wszystkich krajów członkowskich. Nawet za cenę obstrukcji i spowolnienia. – Co do tego, że sankcje zostaną nałożone, nie mamy wątpliwości. To się prędzej czy później wydarzy – dodaje rozmówca.
Polskie stanowisko nie jest odosobnione. Pomysł odejścia od jednomyślności zaproponował poprzednik von der Leyen, Jean-Claude Juncker. Jak potem szacował uniwersytet Hertie School w Berlinie, ideę poparło siedem krajów, w tym Francja i Niemcy, 10 było przeciwnych, a 11 (łącznie z Wielką Brytanią) było sceptycznych. Na nie są zwłaszcza mniejsze państwa. Obawiają się one, że stracą swój wpływ na politykę zagraniczną UE, która będzie dyktowana przez największych graczy.
Pomysł większości kwalifikowanej powstał w komisji Jeana Junckera