Reklama

Komitety wyborcze do 26 marca muszą zebrać minimum 100 tys. podpisów, by móc zarejestrować swojego kandydata na prezydenta. Zgodnie z przepisami Kodeksu wyborczego, podpisy popierające zgłoszenia kandydatów może zbierać każdy wyborca po uzyskaniu pisemnej zgody pełnomocnika wyborczego danego komitetu.

W weekend Komitet Obrony Demokracji Myślenice oraz Stowarzyszenie Myślenicki Demokratyczny Klub Dyskusyjny zorganizowali zbiórkę podpisów poparcia na rzecz czterech kandydatów na prezydenta. "Nasza wspaniała Ekipa - PONAD PODZIAŁAMI będzie zbierać podpisy na listach poparcia pod kandydaturą: Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, Władysława Kosiniaka-Kamysza, Szymona Hołowni, Roberta Biedronia. Przyjdź, podpisz! Czekamy na Ciebie!" - napisali organizatorzy zbiórki na Facebooku.

Krzysztof Lorentz z Krajowego Biura Wyborczego powiedział PAP, że przepisy Kodeksu wyborczego nie mówią nic na temat zbiorczego zbierania podpisów poparcia, zaś problem taki nigdy wcześniej nie był sygnalizowany PKW. Zwracał przy tym uwagę, że wyborca może złożyć swój podpis na listach poparcia kliku kandydatów.

Lorentz podkreślił też, że bez względu na to, czy podpisy zbierane są łącznie, czy rozdzielnie dla każdego kandydata, wolontariusze powinni mieć pisemne zgody pełnomocników wyborczych każdego z kandydatów na rzecz których prowadzą zbiórkę. Jednak brak pisemnej zgody - mówił Lorentz - nie powoduje żadnych konsekwencji, a zebrane przepisy nie zostaną uznane za nieważne. "Takich konsekwencji przepisy Kodeksu wyborczego nie przewidują" - dodał.

"Wyborcy mają prawo oczekiwać, że osoby, które przetwarzają ich dane osobowe, będą miały dokument potwierdzający, że działają w porozumieniu z pełnomocnikiem wyborczym komitetu, któremu przekażą te podpisy, ale jest to przede wszystkim sprawa pomiędzy pełnomocnikiem komitetu, a osobami, które podpisy zbierają. Dzięki temu przepisowi, jeśli komitet nie życzy sobie, żeby jakaś osoba zbierała podpisy, może powołać się na to, że nie udzielał zgody tej osobie" - mówił Lorentz.

Grzegorz Wiśniowski, wiceprzewodniczący zarządu regionu Komitetu Obrony Demokracji w Małopolsce mówił PAP, że KOD organizuje zbiórki podpisów na rzecz "wszystkich demokratycznych kandydatów" nie tylko w Myślenicach, ale w całym województwie.

Wiśniowski przekazał, że zbiórki podpisów są organizowane "za wiedzą i zgodą" komitetów wyborczych, często także z udziałem przedstawicieli tych komitetów. Działacz KOD przyznał jednocześnie, że on sam - choć był uczestnikiem zbiórek - nie posiada pisemnej zgody od komitetu wyborczego na zbieranie podpisów.

Lorentz wskazywał, że wyborca składający swój podpis poparcia może poprosić wolontariuszy o okazanie zgody pełnomocnika. "Jest to zrozumiałe, bo przy zbieraniu podpisów wyborcy podają swoje adresy, numery PESEL, imiona i nazwiska, więc nie ma nic dziwnego, jeśli chcą zweryfikować, czy ta osoba rzeczywiście reprezentuje konkretny komitet. To w jakimś sensie stanowi zabezpieczenie, bo wtedy wyborca wie, że te podpisy są zbierane w tym celu, a nie jest to podszywanie się pod komitet" - podkreślił. Jednocześnie - wskazywał Lorentz - wolontariusze nie mają obowiązku okazania zgody pełnomocnika wyborczego i w takiej sytuacji to od wyborców będzie zależało, czy mimo braku tego dokumentu chcą złożyć podpis na liście poparcia.

Złożenie podpisu poparcia jest dobrowolne, nie wolno stosować jakichkolwiek nacisków zmierzających do jego wymuszenia. Ponadto, zabronione jest zarówno zbieranie, jak i składanie podpisów w zamian za korzyść majątkową lub osobistą.

Lorentz wskazywał, że udzielając podpisu poparcia, wyborca musi podać adres zamieszkania, ale musi być to adres, pod którym jest wpisany do stałego rejestru wyborców. "To jest niezwykle istotne, ponieważ tylko jeśli wyborca poda ten adres, to potwierdzone zostanie, że ma on prawa wyborcze i może udzielić poparcia. Największa grupa błędnych podpisów, to podpisy osób, które podały błędnie adres zamieszkania, nie ten, pod którym są wpisane do stałego rejestru wyborców" - mówił.

Zbieranie podpisów jest działaniem o charakterze agitacyjnym, a więc - jak mówi Kodeks wyborczy - jest niedozwolone na terenie urzędów administracji rządowej i administracji samorządu terytorialnego oraz sądów, na terenie zakładów pracy w sposób i formach zakłócających normalne funkcjonowanie, na terenie jednostek wojskowych i innych jednostek organizacyjnych podległych MON oraz oddziałów obrony cywilnej, a także skoszarowanych jednostek podległych MSWiA, a także na terenie szkół.(PAP)

autorka: Aleksandra Rebelińska